Gwiezdne Wojny na dobre zadomowiły się w kinie i przez najbliższe kilka lat grudzień będziemy spędzać „dawno, dawno temu w odległej galaktyce”. Przez to szybko może nastąpić przesyt i będziemy nimi znudzeni tak samo, jak kolejnym kontentem spod szyldu Marvela, ale na razie cieszmy się i radujmy, bo znowu będziemy walczyć z Imperium.

Rogue One to film, o którym wielu fanów po cichu marzyło. Kto z nas nie zadał sobie nigdy pytania, co działo się w galaktyce obok znanych nam postaci. Gdzieś, gdzie Skywalkerowie są tylko pośrednio, a pierwsze skrzypce grają zwykli rebelianci. W końcu uniwersum stworzone przez Georga Lucasa jest ogromne i ciągle się rozrasta, więc dlaczego by z tego nie skorzystać?

Twórcy w końcu postanowili spełnić nasze prośby i dali nam zamkniętą historię, która rozgrywa się gdzieś Nową Nadzieją, by pokazać nam skąd Rebelianci mieli plany budowy Gwiazdy Śmierci. Ekipa produkcyjna mocno odwołuje się do stylistyki pierwszej trylogii sprzed prawie czterdziestu lat. Zadbali o każdy szczegół, odbierając ultrafanom satysfakcję z czepiania się szczegółów. I to jest piękne! To jest prawdziwa magia kina.

Jedną z lepszych rzeczy w tym filmie był bez wątpienia Mads Mikkelsen w zbroi Imperium, choć było go zdecydowanie za mało.

Jednak do Rogue One nie nawiązuje do pierwszych filmów GW tylko pod względem stylistycznym. Analogiczność świata została świetnie rozegrana scenariuszowo. Bohaterowie odczuwają te same emocje, obawy i nadzieje, które towarzyszyły Rebelii przez całą wojnę, tylko trochę inaczej, dojrzalej. Wydawać by się mogło, ze twórcy swoje dzieło bardziej kierowali do dorosłego odbiorcy, który na Gwiezdnych Wojnach się wychował i poprzeczkę ma postawioną bardzo wysoko.

Obok dużo większego skupienia na aspekcie politycznym, w centrum filmu dalej jest akcja i przygoda. Nie brakuje tutaj strzelania z blasterów, latania po kosmosie i finałowej wielkiej bitwy. Większość postaci jest świetnie napisana, choć nie będę ukrywać, ze miałam pewien problem z Jyn Erso, graną przez Felicity Jones. Zrobiła nam mnie równie słabe wrażenie jak w Inferno, więc chyba nie zaliczę jej do moich ulubionych aktorek. Za dużo nie ma co się rozwodzić, bo i tak show ukradł kolejny świetny robot, który mi podobał się dużo bardziej niż BB8.

Nie wiem, jak oni to robią, ale domagam się większej ilości robotów.

Chcąc uniknąć spoilerowania, muszę przemilczeć jeszcze kilka wad, głównie tych wynikających z dziur fabularnych, których trochę można znaleźć. Nie mniej jednak Rogue One spełnił moje oczekiwania i okazał się dużo lepszy od Przebudzenia Mocy.  Jestem ciekawa ile jeszcze historii sprezentuje nam Disney, bo zdecydowanie powinni iść tą drogą.


Tytuł: Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie
Tytuł oryginału: Rogue One: A Star Wars Story
Reżyseria: Gareth Edwards
Scenariusz: Chris Weitz, Tony Gilroy
Ocena: 7/10

Advertisements

5 myśli na temat “„Łotr 1” wylądował, a fani się cieszą

  1. W „Łotrze” najbardziej ucieszyła mnie obecność Madsa (Mikkelsen w filmie zawsze cieszy). Felicity Jones faktycznie może budzić pewne kontrowersje – trzeba jednak przyznać, że jest charakterystyczna. Ciekawa jestem, co sądzisz o Diego Lunie jako Cassianie Andorze? To też dość nieoczywisty wybór twórców. Wrażenie zrobiło na mnie komputerowe wskrzeszenie odtwórcy jednej z najważniejszych postaci dla GW 😉 Pozdrawiam, źeńska część Pary na film 😉

    Lubię to

    1. „Wskrzeszenie” było ciekawe, ale jak dla mnie trochę pod publikę, bo za dużo do fabuły ta scena nie wniosła 😛 Co do postaci Diego Luny – może wybór nie taki oczywisty, ale jak dla mnie całkiem dobry. Może nie była to kreacja, która na długo zapadnie mi w pamięci, ale dobrze się go oglądało 😉

      Lubię to

  2. Jako psychofan Gwiezdnych Wojen mogę powiedzieć, że w mojej opinii jest to najlepszy film z tego uniwersum od czasu oryginalnej trylogii. Świetnie oddaje ten klimat, za który pokochałem pierwsze trzy filmy, mimo iż jest tutaj bez porównania więcej akcji (typowe dziś).

    Co ważne, film nie tylko „podkrada” smaczki z dawnych filmów, ale też potrafi dodać coś od siebie. Najlepszym przykładem tego jest pokazanie twierdzy Lorda Vadera, która zostaje umieszczona na Mustafar… Świetne posunięcie, które doskonale podkreśla (tworzy?) charakter tej postaci.

    No i te sceny bitewne. Zarówno lądowe, jak i te w kosmosie, nigdy w SW nie wyglądały jeszcze tak efektownie. U mnie ten film ma mocne 9/10.

    Ale ja jestem psychofanem.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s