Czekaliśmy rok, by znowu móc zobaczyć go w akcji. Sherlock Holmes zawładnął światem i stworzył jeden z największych fandomów, do którego z resztą sama należę i to całym sercem. Nie mogłam się przez to powstrzymać i musiałam spisać wszystko to, co czuję po obejrzeniu The Six Thatchers, a są to bardzo mieszane odczucia.

Już po pierwszych scenach naszła mnie konkluzja, że twórcy chcą w pewien sposób wrócić do stylistyki poprzednich odcinków – John i Sherlock rozwiązują zagadki i świetnie się przy tym bawią zarówno oni, jak i widzowie. Szybko jednak dostajemy nową postać, która w prawdzie za dużo grać nie będzie, ale na życie bohaterów wpłynie w ogromnym stopniu. Mówię oczywiście o Rosamund, czyli córce Watsonów.

Główna sprawa – skradzione i potłuczone popiersia Margaret Thatcher i kilku innych polityków, wyprodukowane przez pewną firmę w Gruzji – wydaje się dość prosta jak na sherlockowe wymagania, choć odniosłam wrażenie, że po końcówce trzeciego sezonu, myśli uwielbianego przez nas detektywa zakrząta jedna rzecz – Moriarty. Sam powtarza, że przecież jego nemezis nie żyje, robi wszystko, by wplątać go w bieg wydarzeń, nie widząc, że rozwiązanie ma tuż obok.

Ta cicha obsesja Sherlocka na punkcie Moriarty’ego jest jednym z ciekawszych elementów odcinka i odzwierciedla pragnienia całego fandomu – w końcu kto z nas nie chciałby znowu zobaczyć go w koronie. 

Jednak samo śledztwo okazało się tylko uzupełniającym elementem głównego wątku, czyli historii Mary Watson. W pierwszym odcinku czwartego sezonu to ona grała pierwsze skrzypce. Żona Johna od samego początku wywołuje u fanów bardzo odmienne emocje – jedni kochają, drudzy nienawidzą. I choć zaliczam się do tej pierwszej grupy, nie mogę odeprzeć wrażenia, że twórcy nie do końca wiedzieli, co chcą zrobić z tą postacią. Już sam to, że ledwo się pojawiła, a już zdążyli zrobić z niej tajną agentkę, sporo o tym świadczy. Gdyby była zwykłą kobietą o niezwykłym intelekcie, świetnie wpisała by się w detektywistyczną koncepcję, a tak… cały czas coś zgrzytało.

Zgrzytało też w ich małżeństwie – opartym na kłamstwach i tajemnicach. Wszyscy dobrze wiedzieliśmy, że to może się nie udać, dlatego choć zachowanie Johna zaszokowało, to jednocześnie jakoś mocno mnie nie zdziwiło. Nie chcę tutaj usprawiedliwiać zdrady – pisanie z kochanką w środku nocy, gdy żona uspokaja płaczącego niemowlaka, to *tutaj bardzo chciałabym użyć wulgarnego określenia, ale nie wypada*, ale Mary święta też nie jest. Ciągłe ukrywanie przeszłości, a w końcu porzucenie męża i córki, choć z dobrych pobudek, nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Po zakończeniu długo siedziałam, wgapiając się w napisy końcowe i zastanawiając, co się właśnie wydarzyło. Kilka godzin później, kiedy to piszę, dochodzę do wniosku, że zabicie Mary było posunięciem niepotrzebny z kwestii fabuły, ale bardzo wygodne dla scenarzystów, którzy trochę się w tej postaci zagubili. Chcieli zrobić z niej genialną postać kobiecą, która wymagała odpowiedniego czasu antenowego i zaangażowania, którego przecież dostać nie mogła. Sherlock jako serial był, jest i chyba zawsze będzie historią duety, bo ta konwencja sprawdza się najlepiej.

Z elementów pobocznych najbardziej na pochwałę zasługuje Mycroft, który przechodzi sam siebie, udowadniając, że przy nim Sherlock jest jak najbardziej ludzki. Rozmowami ze swoim bratem zdążył wprowadzić kilka złotych cytatów, które zdecydowanie powinno się gdzieś zapisać. Szkoda tylko, że tyle samo czasu nie poświęcono Lestrade i pani Hudson, ale w końcu nie można mieć wszystkiego, a przed nami jeszcze dwa odcinki.

Na temat aktorstwa i wykonania będę się bardziej rozwijać przy omówieniu ostatniego odcinka, ale nie można tutaj pominąć świetnej roboty Martina Freemana w ostatnich scenach. Już dawno zakwalifikowałam go do grona moich ulubionych aktorów i będę jego talentu bronić za każdym razem. Szczególnie tym razem, gdy jego postać przestała być taka szlachetna, jak wydawało nam się przez te wszystkie lata. Nie rozumiem do końca tej dyskusji na temat reakcji Johna na śmierć żony – na takie wydarzenie człowiek nie musi wcale reagować smutkiem. Złość jest równie adekwatną emocją. Niestety tutaj została skierowana w stronę konkretnej osoby – Sherlocka. W końcu to on miał ją ochraniać.

Myślę, że pies zasługuje na jakąś większą rolę. Co Wy na to?

Stało się. Pierwszy odcinek po tak długim czasie mamy już za sobą. Bez wątpienia okazał się jednym z lepszych epizodów w całym serialu, szczególnie po trzecim sezonie, który nie do końca spełnił moje oczekiwania. Teraz pozostaje czekać nam tylko 6 dni na kolejne spotkanie na 221B Baker Street.

Swoją drogą to dość zabawne, że ten serial jest z nami już od siedmiu lat, a to dopiero w sumie jedenasty odcinek, nie sądzicie?

Advertisements

16 myśli na temat “‘Did you miss me?’, czyli Sherlock powrócił – „The Six Thatchers” ze spoilerami

  1. Mnie się ciągle wydaje, że z tą zdradą Johna coś będzie na rzeczy. Taki zwykły skok w bok po prostu nie pasuje do tej postaci i jestem niemal pewna, że jego „kochanka” odegra ważną rolę w kolejnych odcinkach.

    Lubię to

  2. Nie oglądałem zbyt uważnie tego serialu, wiec moja wiedza jest szczątkowa. Ale z opinia moich znajomych jest pozytywna. Zresztą te kilka odcinków jakie widziałem też mi się podobały. Jestem raczej entuzjastą klasycznej wersji, ale wręcz ekstrawaganckiej z Downeyem i Lowem. Podobał mi się też film „Pan Holms”, który pokazuje detektywa już starego. Polecam.

    Lubię to

  3. Świeżo po odcinku, nie wiem co mam myśleć 😀 Nie zaskoczyła mnie śmierć Mary, bo będąc fanką książek Doyle’a spodziewałam się tego wcześniej czy później – w sumie to mogli z nią w serialu zrobić cokolwiek. Może nie byłam nigdy po stronie tych „nienawidzących” Watsona i jego małżeństwa, ale też jakoś specjalnie temu związkowi nie kibicowałam. Podobał mi się więc motyw z Rudą 😉

    Pomijając powyższe, to odcinek na plus, ciekawe dialogi, trochę humoru, akcja i w końcu porządny motyw kryminalny, którego mi brakowało w poprzednim sezonie.
    To tak na szybko 😉

    Hitem była dla mnie scena z grzechotką 😀

    Lubię to

  4. Nie oglądam Sherlocka, widziałam tylko pierwszy odcinek, ale jakoś nie porwał mnie na tyle, żebym rzuciła się na następny – może w przyszłości 🙂 Za to mój chłopak się zachwyca, jego znajomi się zachwycają… 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s