Kolorowanka, malowanka, rysowanka – zbiór obrazków, zwykle czarno-białych konturów, wydawanych najczęściej w formie książkowej, przeznaczonych głównie dla dzieci do nauki i zabawy.

Czemu dorośli kolorują?

Na sam początek popatrzmy na inną nazwę tych kolorowanek – antystresowe. W świecie, w którym nie istnieje pauza, a więcej życia spędzamy w drodze niż na odpoczynku, warto czasem usiąść i zrobić coś dla siebie. Coś, co oczyści umysł i sprawi, że choć przez chwilę, nie będziemy myśleć o problemach.

No i świetnie, ale jak długo można się bawić w zamalowywanie pól? Trafiłam na wiele tekstów, w których można było znaleźć informację, że właśnie to wystarczy, by poradzić sobie ze stresem. Serio? Ponoć nawet kilkuminutowe kolorowanie potrafi obniżyć ciśnienie, odprężyć ciało i umysł oraz wyzwala maksymalne skupienie. U mnie niestety pojawił się całkiem odwrotny efekt.

Robię drugą kawę. Jem ciastko. Szukam kolejnego rysunku. Rozmyślam nad moimi zaniedbanymi zdolnościami artystycznymi. Zastanawiam się, czy gdybym ubrała ogrodniczki i rozczochrała sobie włosy, to byłaby jeszcze ze mnie wielka malarka. Kradnę mojemu bratu kredki, jest w pierwszej klasie, więc biorę jego piórnik z Lego Ninjago i mówię sobie, będzie dobrze, jeszcze pokolorujesz to zasraństwo.

– Gaba z Recenzentki książek 

Jak to wyglądało u mnie?

Od małego rysuję, maluję, wyklejam i wszystko co tam sobie wymyślę. Fakt, ostatnio zrobiłam sobie dość długą przerwę i od tamtego czasu nie mogę się zebrać do pracy. I choć bazgranie ołówkiem po kartce dalej sprawia mi dużą przyjemność, kolorowanki okazały się katorgą.

IMAG0123
Komnata Czasu Darii Song, choć ładna, w żaden sposób nie zainteresowała. Nawet nie próbuję napisać pełnoprawnej recenzji tej pozycji.

Wydawnictwo Vesper wysłało mi kolka miesięcy temu kolorowankę do zrecenzowania. Choć podchodziłam do tego niepewnie, stwierdziłam, że wszystkiemu trzeba dać szansę. Zrobiłam sobie czarną herbatę z cytryną, zasiadłam na wygodnym krześle przed moim wielkim biurkiem, wyciągnęłam zestaw kredek i… No nie.

Myślałam, że nie mogę się na tym skupić, choć był środek nocy, czyli moja ulubiona pora do pracy. Włączyłam sobie playlistę z muzyką klasyczną z cichą nadzieją, że to rozwiąże mój problem.

Pół godziny później, poddałam się. Najzwyczajniej w świecie nie widziałam w tym nic niesamowitego. Ot, zamalowywanie obrazków. Nie okazało się to dla mnie ani antystresowe, ani twórcze. Zdecydowanie wolę tworzyć sama swoje bazgroły.

Co o tym myśli reszta blogosfery?

Popytałam znajomych blogerów i pojawiły się odpowiedzi, których momentami się nie spodziewałam. Jedni lubią, drudzy nie, ale mało komu są one obojętne.

W gruncie rzeczy to chyba lubię kolorowanki – chyba, bo sama nie wiem jak to do końca ze mną jest. Podoba mi się sama idea kolorowania, z wypełnianiem wzorów mam większy problem. Chętnie łapię się za różnego rodzaju publikacje do kolorowania, ale im się ich więcej pojawia na rynku, tym coraz mniej mnie zaskakują i wciągają, a to skutkuje porzuceniem ich po wypełnieniu kolorem jednego czy dwóch wzorów. Zauważyłam też, że wydawnictwa próbując się prześcignąć w wymyślności coraz to nowych tematów kolorowankowych publikacji, bardziej kładą nacisk na ilość, a zapominają o jakości, a skutkiem tego są słabe jakościowo wzory (widoczne piksele), które dodatkowo niemal niczym nie różnią się od siebie. No i gdzie tu kreatywność?

Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie okazały się kwerkle, które oczywiście trzeba zapełnić kolorem, ale już wedle ustalonego przez autora schematu. Na rysunku pojawiają się różnej wielkości okręgi, które przecinają się ze sobą. Miejsca przecięć oznaczone zostają konkretnym numerem, a kolorujący dopasowuje sobie sam kolor do numeru. Ciężko o tym opowiedzieć, trzeba to zobaczyć  – coś powstaje z niczego. Kwerkle były jedyną kolorowanką (do tej pory), która rzeczywiście mnie wciągnęła, że byłam w stanie porzucić inne przyjemności na rzecz kolorowania i jeżeli miałabym komukolwiek polecić jakąkolwiek kolorowankę, to w pierwszej kolejności odesłałabym go do kwerkli 😉

– Paula z bloga Rude recenzuje.

Kiedy zaczęły pojawiać się kolorowanki dla dorosłych, pomyślałam, że to super sprawa. Nie tylko zabawa, ale też promocja książek. Na początku byłam na tak, ale z miesiąca na miesiąc liczba wydawanych kolorowanek rosła. Były wersje z postaciami, z budynkami, z fraktalami, z wzorami hinduskimi, rozśmieszające, uspokajające, relaksujące, irytujące, dołujące,… o dużo za dużo tego jak dla mnie. Były wszędzie! I właśnie to mnie zniechęciło. Ten ogromny BUM jaki nastąpił. Myślę, że jeśli już się uprzemy to kolorowanki mogą stanowić dodatek do książki, ale nie powinny być głównym produktem, na jakim wydawnictwa się skupią. A odniosłam wrażenie, że przez pewien czas właśnie tak było. (Może jestem tak sceptyczna, bo nie mam za grosz talentu i cierpliwości żeby wyszedł mi jakiś przyzwoity obrazek i po prostu jestem zazdrosna, że innym się udaje? Zacznijmy od tego, że nie mam w domu nawet kredek.) Tak czy siak tego typu rozrywka nie jest raczej dla mnie. Może powinnam spróbować łączenia kropek?

– Sylwia z bloga Recenzentki książek

Jestem miłośniczką wszelkich zajęć, które zachęcają do kreatywności, wprowadzenia naszego toku myślenia na inne tory i oderwania się od codzienności – dlatego też kolorowankom mówię zdecydowane TAK! Czy lepiej byłoby poświęcić czas spędzony na kolorowanie tworzeniu własnych rysunków? Pewnie tak jednak łatwo powiedzieć jeśli samemu potrafi się rysować 😉 Dla osób, dla których talent rysunkowy nie jest tak oczywisty kolorowanki są idealną formą zastępującą inne opcje kreatywnego „wyżycia się”! Dla mnie samej czas, w którym koloruje to bardzo cenne momenty podczas których wyciszam się, wyłączam od rzeczywistości i koncentruję jedynie na dobieraniu barw i stopnia ich natężenia. To chwila wytchnienia, którą polecam w tak dzisiejszym zabieganym świecie!

– Ewelina Mierzwińska z bloga www.ewelinamierzwinska.pl/

W temacie kolorowanek chyba nie znajdziemy jednogłośnej opinii. Co wy o nich sądzicie? Warto się w to bawić czy to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto?

Advertisements

6 myśli na temat “Kolorowanki dla dorosłych – o co w tym wszystkim chodzi?

  1. Kolorowanki lubię, ale tylko niektóre. Raz w empiku były na wyprzedaży takie z kwiatowymi wzorami (dzięki bogom za siostrę tam pracującą, kupiłam jeszcze taniej) i przyznam szczerze, że leży na półce i się kurzy. Pokolorowałam może trzy strony i to tylko dlayego, że podczas okienek między zajęciami nie miałam nic innego do roboty.
    Za to bardzo, bardzo chciałabym dorwać kolorowanki Kerby’ego Rosanes i Megan Massacre. U niego trzeba się troszkę „pomęczyć” bo tworzy takie malusie stworki na całą A4, a z kolei Megan wydała do kolorowania wzory swoich tatuaży ❤

    Lubię to

  2. Czekałam na ten artykuł! Jak wynika z mojego małego felietonu, nie przepadam za kolorowankami. Mam dwie – piękną wersję Harry’ego Pottera z Wydawnictwa Otwarte i kolorowankę z najciekawszymi miejscami na świecie od SQN. Podobają mi się takie, jakie są – jak zaczęłam je kolorować, to tylko oszpeciłam niektóre obrazki. Może gdyby nie było tyle malutkich elementów… Większość pozaczynałam i nie miałam cierpliwości skończyć. Może chciałam, żeby wyszło ładnie i za bardzo podniosłam sobie poprzeczkę, nie wiem, myślę, że nie pomógł mi fakt, że promuje się tylko pięknie pokolorowane obrazki, a te już mniej, trochę śmieszne i karykaturalne – boimy się pokazać, no bo nie są takie idealne, jak reszty 😉
    Podoba mi się jednak fakt, że pojawiają się właśnie takie artykuły – z dystansem, szczere i prawdziwe.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Gaba 😀

    Lubię to

  3. Lubię kolorowanki. Rzeczywiście uspokajają i wyciszają. Jednak ciężko mi znaleźć kolorowankę dla siebie. Te na rynku są po prostu brzydkie. Lubię zwierzęta i ludzi z podzielonymi polami, dzięki czemu wychodzą niesamowite obrazy. A tu ciepną dwa kwiatki, trzy ptaki i tyle. A czasem nie mieszczą się na kartce nawet. Dobrą kolorowankę dla mnie znalazłam za 6 zł. Te droższe byly po prostu paskudne. Bez polotu i przemyślenia.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s