3-majówka już dawno za nami, jednak emocje jeszcze nie opadły. Jednym z rozpoczynających cały festiwal zespołów był Jelonek. Po ich koncercie udało nam się znaleźć założyciela zespołu i zamienić kilka zdań, mimo że pewnie chciał już wracać do domu.

Na koncertach jesteś niesamowicie żywiołowy. Czy w życiu prywatnym jest podobnie?

Nie. Nie, po takich koncertach zazwyczaj jestem tatusiowaty, taki rozlany budyń w domu. Muszę dojść do siebie, ale potem łapię nerwa i jeżeli nie mam koncertów to zasuwam gdzieś po lesie na rowerze albo gdzieś.

Majówka jest jednym ze słynniejszych wrocławskich festiwali. Wolisz taką atmosferę, czy jednak bardziej kameralną, klubową?

Wszystkie formy mają swoje plusy i minusy. Mają swoją zupełnie inną atmosferę. Wiadomo, że na tego typu imprezach jest szersza publiczność, dociera się często do nowych odbiorców, słuchaczy. Zazwyczaj jest z większym rozmachem, nagłośnienie i tak dalej. Za to w klubach jednak bliższy kontakt z publicznością. Czasem to się prawie oczy w oczy gra.

Patrząc na dzisiejszy koncert, i tak nie masz problemu z kontaktem z publicznością.

Jak ktoś lubi ludzi, to jest to obojętne, czy widzisz tę osobę 20 cm od siebie czy na 100 m. Czujesz, że ktoś jest okej, że nie jest nastawiony z dystansem tylko po prostu na zabawę.

I myślisz, że wrocławska publiczność dała radę?

No tak. Do teraz trzeszczy mi między zębami od ilości żwiru, piachu i kurzu, który unieśli w pogo. Na pewno był udany koncert. Po ilości trzeszczenia w zębach poznaję jak dobry był koncert.

Trzeba przyznać, że zespół Jelonek jest dość nietypowy na polskiej scenie. Ciężko znaleźć coś podobnego.

A to chyba dobrze.

Bardzo dobrze, jednak skąd pomysł na coś takiego?

Jakoś tak do 6 roku życia uczę się na tych skrzypcach i tak potem, w pewnym momencie, przez różne historie muzyczne, projekty i zespoły się wędrowało. Po wielu latach stwierdziłem, że przydałoby się coś zrobić z tą moją instrumentalną muzyką zaistnieć i zaproponować. Też nie zakładałem, że będzie aż tak fajnie, ale ten niepokój twórczy siedział mi w głowie i te głosy mi kazały zrobić coś takiego.

Przeczytać można, że jesteś multiinstrumentalistą. To co oprócz skrzypiec?

Myślę, że w dzisiejszych czasach słowo „multiinstrumentalista” jest mocno nadużywane. Ktoś gra na dwóch instrumentach i już go się tak nazywa. Multiinstrumentalistami był Bach czy Beethoven, a ja tylko skrzypce, czasem gitara lub fortepian i o, tyle.

Po tym pytaniu złośliwość rzeczy martwych dała o sobie znać. Nagranie zostało urwane, jednak postaram się Wam przytoczyć o czym rozmawialiśmy z Jelonkiem w ostatniej części wywiadu.

Zapytany o to, w jaki sposób Michał Jelonek dobiera swoich muzyków, okazało się, że główny, koncertowy skład jest od dawna taki sam. Potrzebuje tam ludzi, którzy dobrze czują się na scenie. Inaczej sprawa ma się w tracie nagrań. Tu muzycy się zmieniają w zależności od potrzeb.

O dacie nowej płyty dowiedziałam się niewiele. Kiedyś ma być, ale to musi potrwać. Hunter przyzwyczaił swoich słuchaczy do częstszego wypuszczania krążków, Jelonek wytłumaczył to zjawisko znaczącymi różnicami w pracy obu kapel. Hunter to praca zespołowa, w której każdy za coś odpowiada i daje coś od siebie. Materiał dla Jelonka Michał komponuje sam. Zajmuje się wszystkimi partiami – od perkusji, przez gitarę, po skrzypce. I ma być tak, ja on chce. Jelonek to moja dyktatura” – stwierdził muzyk, co wydaje się być idealnym podsumowaniem naszej rozmowy.

Wywiad powstał we współpracy z portalem DeathMagnetic.pl i tak ukazał się pierwotnie. Dzięki za taką niesamowitą możliwość 😉

Advertisements

6 myśli na temat “Rozmowa przy kawie: Michał Jelonek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s