Michał jest jedną z nielicznych osób na polskim rynku, która zajmuje się militarnym science fiction. W 2015 roku za swoją prac literacką zdobył nagrodę Zajdla. Jest także działaczem fandomu oraz… doktorem nauk technicznych w zakresie informatyki. Już w ten weekend pojawi się na Dniach Fantastyki we Wrocławiu. 

Skąd w ogóle u Ciebie takie zainteresowanie science fiction?

Zaczęło się poprzez ojca, który fantastyką interesował się odkąd pamiętam (a nawet wcześniej, czego jednak w sposób oczywisty nie byłem świadkiem). Z fantastyką miałem styczność od dzieciństwa, a potem już zostało.

Dlaczego spośród fantastyki akurat science fiction – to mi się przestawiło, bo kiedyś zdecydowanie wolałem fantasy. Znaczy, nadal je lubię, ale w pewnym momencie po prostu zacząłem czytać więcej SF.

Wydaje mi się, że ma to związek przede wszystkim z obejrzeniem przeze mnie w wieku zdecydowanie zbyt młodym „Obcego – 8 pasażera Nostromo” i „Obcych – decydującego starcia”. Potem zacząłem szukać rzeczy „podobnych”, co oczywiście oznaczało książki o wyprawach w kosmos, optymalnie z karabinem w dłoni. No a później – nadrabianie złotej ery SF i gdzieś mniej więcej w tym momencie polskie wydanie „Gry Endera”.

No i dalej już poszło z górki.

Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?

Nie licząc kilku popełnionych w szkole tekstów na rozmaite szkolne konkursy – przypadkiem. A dokładnie w wyniku całkiem nieprzewidzianego wejścia na spotkanie Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki (to znaczy w klubie byłem celowo, ale na spotkaniu nie). To był chyba 2007 rok. Może 2006?

Wszedłem na rzeczone spotkanie usiadłem, zostałem poczęstowany wafelkiem, co , jak się domyślasz, bardzo mi się spodobało. Posłuchałem dyskusji o tekstach, na następną sekcję już przyniosłem własny. I od tego czasu mniej więcej staram sie juz żadnego spotkania nie opuścić.

Zresztą zarówno „Studnia”, która była moim pierwszym opowiadaniem opublikowanym gdziekolwiek (w tym wypadku na portalu esensja.pl) i „Ognisko 11”, które było moim pierwszym „papierowym” tekstem, to opowiadania właśnie sekcyjne.

Jak narodził się pomysł na serię „Gambit”? Przyznam szczerze, że świat przedstawiony jest ukazany z dużym rozmachem, a jednocześnie wszystko ma sens i mniej istotne elementy nie giną w trakcie. Jak można zapanować nad tak rozległym uniwersum?

Najbardziej dramatyczna odpowiedzią byłoby oczywiście „w długich męczarniach obcowania z natchnieniem”, choć z niej prawdziwe byłoby tylko „długich”.

Wszystko zaczęło się oczywiście od „Obcego”, potem „Gry Endera”, no i całego szeregu książek z gatunku. Następnie trzeba uwzględnić liczne sesje RPG, kiedyś jeszcze zresztą właśnie w świecie „Obcego”. Potem grzebanie w tym świecie, bo wydawał się on umiarkowanie spójny.

Kolejnym krokiem był wieloletni narzut filmów i książek wojennych, SF, ale też i fantasy, które wyrobiły we mnie mocne przekonanie, że opis świata w konflikcie, gdzie trudno kogokolwiek nazwać postacią naprawdę pozytywną jest czymś, co  chciałbym przeczytać.

Wreszcie na samym końcu, wspomniana już wcześniej Sekcja Literacka, na której uznałem, że chciałbym nie tylko o tym czytać, ale może też i napisać.

Myślisz, że tak właśnie może wyglądać przyszłość naszego świata?

Trudno mi wygłaszać zbyt mocne opinie, jak będzie wyglądała przyszłość naszego świata. Faktem jest, że nad SI się pracuje i ludzie o wiele mądrzejsi ode mnie wyrażają pewne obawy, co może się stać, gdyby faktycznie ktoś odniósł na tym polu sukces.

Faktem jest również, że ludzie maja naturę raczej destruktywną i naturalną metodą pozyskania czegoś jest spuszczenie manta temu, kto to ma.

Wydaje mi się więc – pomijając detale  – że w sytuacji gwałtownego niedoboru surowców i posypania się norm dyplomatycznych, mamy duże szanse na powrót prwa siły. W wymiarze, na jaki pozwoli nam technologia oczywiście.

Biorąc pod uwagę całą fabułę Gambita, motywy wojny i postapokaliptyczny klimat, domyślam się, że można cię nazwać miłośnikiem militariów. A może się mylę?

Wychowałem się na żołnierzykach, modelach samolotów i grach komputerowych – oczywiście, że jestem miłośnikiem militariów! Ale nie tylko dlatego o nich piszę.

Uważam wojnę za doskonałe środowisko dla opowieści – głównie ze względu na to, że wojna jest sytuacja ekstremalną. Łatwiej tam postawić ludzi przed naprawdę ciężkimi wyborami, łatwiej też sprawić by generalnie dobre osoby robiły prawdziwe świństwa, bo zwyczajnie nie maja innego wyjścia.

To jest najciekawszy dla mnie aspekt, a niekoniecznie konkretna technologia. Dlatego zresztą, choć mam sporo notatek dotyczących, że tak powiem, technicznego aspektu tamtego konfliktu, raczej nie pojawiają się one na stronach moich książek. A dokładnie –  pojawiają się, kiedy mają znaczenie fabularne, ale nie bardziej.

W naszym kraju literaturę science fiction ciągle traktuje się trochę po macoszemu. Jak myślisz, jako autor, dlaczego tak właśnie jest?

Literaturę gatunkową w ogóle traktuje się nieco po macoszemu, choć teraz zdecydowanie mniej niż kiedyś.

W przypadku akurat fantastyki, mam wrażenie, że wynika to z faktu, że kojarzy się ona z bajkami – które powszechnie uważane są za literaturę dla dzieci i nie zawierająca żadnych wartościowych treści. Co ciekawe, uważają tak ludzie, którzy wśród swoich ulubionych lektur wymieniają choćby „Mistrza i Małgorzatę”.

Czym zajmujesz się oprócz pisania? Jak spędzasz wolny czas?

Zabrzmi to może zabawnie, ale zawodowo zajmuję się poniekąd tym, o czym piszę. Oczywiście, w skali mikro. Pracuję w Instytucie Informatyki Teoretycznej i Stosowanej PAN, a mój zespół (to znaczy: ten w którym jestem, a nie ten, który jest moją własnością) zajmuje się głównie uczeniem maszynowym. Może to nie jest jeszcze SI, ale przynajmniej kierunek pokrewny.

Kiedy akurat nie piszę i nie jestem w pracy robię – wydaje mi się – to co wszyscy. Spędzam czas z rodziną i znajomymi, staram się jeździć na konwenty, grywam w larpach, czytam. Zainteresowań mam sporo, tylko czasu upiornie mało.

Seria „Gambit” liczy już cztery tomy, ale wielu twoich fanów liczy na więcej. Możemy spodziewać się kontynuacji?

Zdecydowanie. Ta historia – zwłaszcza po „Inwicie” – jest zatrzymana w pół kroku i zamierzam doprowadzić ją, nawet jeśli nie do końca, to do punktu, gdzie mogę przerwać.

Masz w planie jeszcze jakieś inne projekty?

Kilka i większość związana jest ze światem Algorytmu Wojny, choć z bardzo różnymi jego aspektami.

Gdzieś na pojedynczych plikach czekają notatki do zbioru opowiadań humorystycznych o życiu – całkowicie fikcyjnego – instytut naukowego. Mam też w planach kilka innych rzeczy, w tym fantasy i cyberpunk, ale dopóki nie wydłuży się doby, będę raczej dysponował nadmiarem pomysłów niż nadmiarem czasu na realizację.

Z wykształcenia jesteś matematykiem, co z pozoru z literaturą ma niewiele wspólnego…

Krajowe środowisko fanów zaczynało się właśnie przede wszystkim od ścisłowców, więc patrząc od tej strony mam wręcz idealne wykształcenie, by lubić fantastykę.

A tak serio – sądzisz, że powinno mieć? Fascynacja literaturą nie jest czymś co wynika bezpośrednio z wykształcenia, inaczej tylko literaturoznawcy byliby fanami, a przecież tak nie jest (i bardzo dobrze, bo to dość nieliczna grupa).

Którzy autorzy są dla ciebie wzorami do naśladowania?

Oj takich to jest sporo i raczej niezbyt zaskakujących – zaczynając najbliżej, na pewno byłby to Stanisław Lem, którego naśladowanie nie udało się jeszcze nikomu (acz byłbym zachwycony mogąc to zobaczyć).

Niedoścignionym wzorami są Roger Zelazny i Dan Simmons, Terry Pratchett potrafi idealnie wstrzelić się z bardzo celnym – i na ogół ponurym – spostrzeżeniem pomiędzy pozornie zabawne sceny. Watts ma doskonałe pomysły,George R.R. Martin jest bardzo wszechstronny, Corey (czy też raczej Coreyowie, bo to pseudonim dwóch twórców) ładnie godzą coś bliskiego twardemu SF z dynamiką powieści przygodowej. Andrzej Sapkowski potrafi napisać każdą rzecz tak, żeby była interesująca, Gibson świetne oddaje klimat…

Strasznie dużo by ich było. Jakby mi pozwolić wymieniałbym pewnie jeszcze przez kilka stron.

Pora przejść do tematu, który był niejako pretekstem do tej rozmowy – Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza Zajdla. Jakie to uczucie odebrać taką statuetkę?

Nie wiem, nie pamiętam – byłem pod takim wrażeniem, że całe wydarzenie mocno i umyka. Ale wiem, że kiedy już odzyskałem jako takie opanowanie, było wspaniale. Nagroda im Janusza A. Zajdla była czymś w czym uczestniczyłem – jako głosujący –  właściwie przez całe fandomowe życie, nominowałem kandydatów, trzymałem kciuki za „moje” typy, wyczekiwałem na galach otwarć kopert…. Było naprawdę niesamowicie być człowiekiem, który był po drugiej stronie reflektorów.

Myślisz, że wpłynie to w jakiś sposób na twoją popularność?

Nie wiem – czas pokaże. Zakładam, że z moim dorobkiem – „Inwit” to zaledwie czwarta książka – większe znaczenie ma „jak udał się ostatni tekst” niżto, czy dostałem takie, czy inne wyróżnienie.

Właśnie, a czy w ogóle sława, rozpoznawalność są dla Ciebie istotne? 

Znaczy, pytasz czy to fajnie być rozpoznawalnym?

Zapewne tak, choć jako osoba jestem umiarkowanie rozpoznawalny – duża część ludzi którzy identyfikują mnie jako pisarza identyfikowała mnie wcześniej – jako kolegę z konwentów. Raczej nie spotykam się z tym, że ktoś całkiem obcy podejdzie i zagadnie, a zatem tak naprawdę – trudno mi powiedzieć.

Pewna ilość ludzi – w tym obcych – identyfikuje moje książki i to naturalnie jest istotne – chciałem, żeby się podobały, więc jestem zadowolony, jeżeli tak jest.

Jakie to uczucie, zobaczyć swoją powieść na półce w księgarni?

Miłe. Stresujące, trochę, ale ogólnie bardzo pozytywne.

Odczuwasz tremę w dniu premiery?

Oczywiście! Sam nie jestem w stanie przecież ocenić książki obiektywnie. Pomagają bety i redakcja, ale w pewnym momencie wszyscy już trochę tracą dystans (a ja nie mam go wcale).

Do tego dochodzą obawy, czy gdzieś nie został jakiś głupi błąd, który odkryjemy dzień po premierze, a czytelnicy wyłapią go natychmiast… Ach, nerwy, nerwy.

nie jest tak źle jak przy „Gambicie”, ale mam nieodparte wrażenie, że tremy nigdy  się nie pozbędę.

Chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do twoich powieści. Wykreowane przez Ciebie postacie są wyraziste i bardzo nietuzinkowe. Nie można obok nich przejść obojętnie. Mają one swoich odpowiedników w prawdziwym świecie, czy to tylko wytwór twojej wyobraźni?

Dziękuję za komplement:)
A ad rem – konkretnych pierwowzorów nie. Ale już jeżeliby rozmontować je na pojedyncze cechy, to  najczęściej gdzieś je obserwowałem. Można więc powiedzieć, że każda postać jest raczej zbiorem elementów pochodzących od różnych ludzi, ale już te elementy zwykle maja jakiś pierwowzór, choć czasem przejście od osoby do postaci jest bardzo zakręcone.

Zatem – i tak i nie.

Przylgnęła już do ciebie łatka pisarza sci-fi, ale może chciałbyś kiedyś sprawdzić się jako autor kryminału czy thrillera? Myślę, że mogłoby to być bardzo ciekawe.

Jednym z moich szufladzianych projektów jest właśnie kryminał dziejący się na Nowym Londynie – co zapewne częściowo odpowiada na Twoje pytanie.

Ale ogólniej: SF jest gatunkiem determinującym – powiedzmy – świat przedstawiony i część problematyki. Ale rodzaj opowiedzianej historii to już zupełnie inna sprawa. Nie ma więc problemu z napisaniem kryminału czy thrillera w settingu SF (a zatem i nie pozbywając się łatki).

Inną sprawą jest, czy dam radę napisać przekonująca i ciekawą fabułę, powiedzmy, kryminalną. No ale tego sie nie dowiem, dopóki nie spróbuję.

Oczywiście pytanie można potraktować trochę szerzej – na przykład czy chciałbym napisać coś fantasy).

Odpowiedź jest tu równie prosta – tak, chciałbym. Nie, nie wiem, czy mi się uda napisać dobre fantasy. I przez jakiś czas się nie dowiem, bo na razie nie mam czasu tego sprawdzić. Ale być może kiedyś się uda i wtedy albo się dowiesz, jak mi poszło wprost (bo książka się pojawi), albo pośrednio (bo mi wydawnictwo odrzuci).

Co jest najtrudniejszego w życiu pisarza?

Chyba mobilizacja i systematyczność, nie jestem człowiekiem zbyt sumiennym, a pisanie to wymusza. I nie ukrywam, nie jest to łatwe.

Jak przyjmujesz krytykę, zarówno tę pozytywną jak i negatywną?

Ciesze się z uwag pozytywnych i marudzę na negatywne, w dużym uproszczeniu:)

Zwykle staram się zapisywać co poszło w książce dobrze, a z czym były problemy. Te notatki są potem dość przydatne, choć oczywiście nie wszystkie krytyczne uwagi bezpośrednio przenoszą się na kolejny tekst – czasami stanowią rzeczy albo takie, których zmienić się całkiem nie da (jak komuś teraz nie spodoba się sposób prowadzenia walki w AW, to już tego nie zmienię) albo nie da się zmienić posiadając moje umiejętności (ktoś inny mógłby to zrobić, ale ja więcej bym zepsuł niż poprawił). Wreszcie czasem jest to kwestia decyzji – trudno, dane sceny/sytuacje/wątki się nie będą podobały, ale są mi potrzebne.

Innymi słowy, staram się do wszelkich uwag odnosić analitycznie. Nie jestem starym wygą, który potrafi całkowicie obiektywnie podchodzić do krytyki własnego tekstu, ale przynajmniej próbuję.

Co sądzisz o blogach książkowych? Myślisz, że mają one rację bytu? A może powinniśmy zostawić pisanie recenzji profesjonalistom?

Blogi książkowe nie są żadna teorią, którą rozważamy – są rzeczywistością. Istnieją, mają się dobrze. Więc odpowiedź na pytanie o rację bytu – jest oczywista.

Ja, przykładowo, na ogół, na przeczytanie książki decyduję się dlatego, że poleca mi ją ktoś o podobnym do mnie guście. Czasem opowie o niej coś, co do do mnie trafi, czasem wystarczy, że wspomni, różnie. Ale kluczem jest dla mnie zbieżność lliterackich upodobań. Taka osobą, owszem, może być zawodowiec, ale często nie jest.

Uważam, że duża część ludzi tak właśnie wybiera. Dla nich – w tym dla mnie – blogi książkowe są zjawiskiem bardzo pożądanym, bo zawsze można znaleźć kogoś, kto zwraca uwagę na podobne rzeczy.

Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć swoim czytelnikom?

Takim, którzy już nimi są? To oczywiste – zostańcie ze mną! Takim, których dopiero bym chciał, żeby byli – to też oczywiste! Kupujcie całą masę moich książek 🙂

Dzięki za rozmowę, Michał 🙂

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s