Deapool pierwszy raz zaprezentował się na wilkiem ekranie w 2009 roku w filmie „Wolverine: Geneza”. Była to produkcja pod każdym względem zła, dlatego wymażmy ją z pamięci i uznajmy, że ta profanacja dwóch wspaniałych komiksowych postaci nigdy nie miała miejsca. Po siedmiu latach Wade Wilson w końcu ma szansę odzyskać utracony honor. Wszyscy wiemy już, że mu się to udało. Mimo że od premiery trochę czasu już minęło, czas podzielić się kilkoma przemyśleniami.

Wszyscy wiemy, że jestem geekiem, a mój gust do kobiecych nie należy. Dlatego po części zmusiłam swojego lubego i na walentynki poszliśmy na „Deadpoola”. Wiem, że on się z cieszył, że nie musi iść na komedię romantyczną. Film o tym antybohaterze był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier 2016 roku. Zacznijmy jednak tradycyjnie od genezy postaci.

Deapool pojawił się po raz pierwszy na marvelowej scenie w 1991 roku w komiksie „The New Mutants #98”. Choć należy do świata X-menów, a z Wolverinem ma całkiem sporo wspólnego, nie można go uznać za superbohatera. Wade Wilson przez większą część swojego życia była najemnikiem, zabójcą o dość ciętym poczuciu humoru. Gdy okazało się, że jest nieuleczalnie chory, zgodził się wziąć udział w projekcie Weapon X. Tym samy, w którym uczestniczył Logan. Tak oto stał się nieśmiertelnym, trochę chorym psychicznie i nieprzewidywalnym wojownikiem.

Streszczać fabuły nie ma co. Nie zostajemy rzuceni w środek jakiegoś wydarzenia, a właśnie poznajemy genezę postaci tak nietypowej, jak Deadpool. Wade postanawia zemścić się na mężczyźnie, który zmienił go w potwora i zmusić, by oddał mu dawny wygląd. Wmieszani w to zostają dwaj X-meni i narzeczoną ant-bohatera. To wszystko zapewnia widzom niezłą jatkę.

Co w takim razie wyróżnia tę produkcję tak bardzo? Jest inna. Nie ma walki dobra ze złem, którą i tak wiadomo, kto wygra Bohaterowie nie są idealnymi herosami. To nie dość, że film dobry i zabawny sam w sobie, ale też oryginalny, inny od tego, co do tej pory fundował nam Marvel.

Dlatego Renolds idealnie pasował do tej roli.

„Deadpool” jest jedną z niewielu produkcji, która w całości spełniła obietnice z kampanii reklamowych. Film od fanów, którym honor nie pozwoliłby tego zepsuć, dla fanów, których wymagania była całkiem spore. Jednocześnie jest to bardzo wulgarne wyznanie miłości do miłośników komiksów. Film łamie wszelkie zasady i ograniczenia, by stać się tym, czego adaptacjom historii Marvel Comics cały czas brakowało.

Te różnice wynikające między „Deadpoolem”, a choćby „Kapitanem Ameryką” wynikają z jednej prostej rzeczy. Dotychczasowe filmy o komiksowych postaciach były kierowane do młodszych odbiorców. Bez krwi, nagości, zbytniej brutalności, wulgarności i tak dalej. Twórcy postanowili pokazać tym ograniczeniom środkowy palec.

Czy trzeba zatem znać komis, by zrozumieć adaptację? W Polsce raczej byłoby o to trudno, bo w dniu premiery żadnego na naszym rynku jeszcze nie było. Nie, nie jest to konieczne. Film sam w sobie świetnie sobie radzi, tłumaczy wszystko (właściwie Wade to robi, łamiąc legendarną czwartą ścianę). Daje nam więcej niż pustą akcję. Bawi się gatunkami, prezentując nam ciekawy romans, kino akcji, horror, komedię, a nawet lekki pastisz.

„Deadpool” od pierwszej sekundy do samego końca (zostańcie po napisach) zapewnia genialną rozrywkę dla dzieci w ciałach dorosłych. Jeśli jednak wulgarność i amoralność prezentowana w produkcji, może Was choć trochę obrzydzać czy urażać, poczekajcie na Supermana i Batmana, których premiera już niedługo.


Tytuł: „Deadpool”
Tytuł oryginału: „Deadpool” 
Scenariusz: Rhett Reesse, Paul Wernick
Reżyser: Tim Miller
Data premiery: 12 lutego 2016 
Ocena: 9/10

Advertisements

6 myśli na temat “Bohater jakich mało – „Deadpool”

  1. Właśnie te wstawki, kiedy główny bohaterów mówi prosto do widza były najlepsze 🙂 Do tego jeszcze dodałbym, że „Deadpool” wyróżnia się na tle innych filmów zrobionych na podstawie komiksów Marvela za sprawą krwawych scen i dużej ilości sprośnych żartów i scen erotycznych (które są całkiem zabawne) To może i zwykła rozrywka dla zwykłego widza, jednakże na dobrym poziomie 🙂

    Lubię to

  2. Osobiście daje 7/10:) Po pierwsza fabuła jest zbyt spłycona i brak jej jakiegokolwiek polotu. To, że dialogi są zabawne, jest łamanie konwencji nie znaczy, że można iść na łatwiznę w innych kwestiach.
    Po drugie za mało TJ Millera, bo uwielbiam tego gościa już od „Doliny Krzemowej”.
    Po trzecie wybór Raynoldsa jeżeli chodzi o postać Vanessy. Jak się dowiedziałem, że miała ją zagrać Taylor Schiling z „Orange is the new black” to bardzo się rozczarowałem, że tak się nie stało i nigdy mu tego nie wybaczę:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s