Jakub Ćwiek to postać, której dużo na mojej stronie. Nie ma co się dziwić. Uwielbiam jego książki i Kubę jako osobę. Co raz częściej widzę siebie, jako psychofankę… Dobra, ale nie o tym dzisiaj. Kiedy dostałam propozycję od Julity, czyli szefowej akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają, propozycję przeprowadzenia wywiadu z autorem „Kłamcy” oraz „Chłopców”, nie mogłam odmówić.

  1. Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem? Zawsze Panu towarzyszyło czy pojawiło się nagle jak grom z jasnego nieba?

Tak zupełnie szczerze? Mama mi kazała. Miałem siedem lat, już wtedy pismo świadczące o talencie do nauk medycznych. Mama chcąc więc oszczędzić mi nocnego wkuwania na studiach z medycyny kazała mi zapisywać stronę dziennie. A że dużo czytałem i pomysłów miałem masę…

  1. W tym roku mija dziesięć lat od premiery pierwszego tomu „Kłamcy”. Czy trudno było zadebiutować pisarsko w Polsce? Jak wyglądały początki Pana kariery?

Nie było trudno, ale też jakoś specjalnie na to nie parłem. Opowiadania pisałem dla przyjaciół, znajomych, trochę, by pokazać sobie i innym, że umiem. Akurat tak się złożyło, że w 2004 roku, gdy opowiadań o Lokim miałem już sporo, zadebiutowała moja przyjaciółka Ania Kańtoch. Ona też była pierwszą osobą, która zachęciła mnie do wysłania tekstów do  Fabryki Słów i jedną z dwóch, które się za mną wstawiły (obok Andrzaj Pilipiuka, który wcześniej czytał i opiniował parę moich tekstów, a potem mocno mnie wspierał  i promował). Potem była jeszcze ciągnąca się żmudnymi miesiącami redakcja pod okiem Marcina Wrońskiego. Nikt mnie nigdy potem nie nauczył o pisaniu tyle jak ten człowiek. Był i jest niesamowity!

  1. Ma Pan jakiś szczególny sentyment do którejś z książek?

Do wszystkich w zasadzie. Moje życie jest pasmem szalonych przygód, a książki to efekty przemyśleń z nimi związanych. Każdej  z nich towarzyszyło mnóstwo przeżyć i niektóre widać na kartach książki, innych nie, ale we mnie są, siedzą. I sentymentują (to taki neologizm od fermentacji sentymentu czego efektem będzie wspomnieniowe wino na naprawdę stare lata)

  1. „Ciemność płonie” osobiście jest moją ulubioną książką, jednak historia, która się za nią kryje może wiele osób zaskoczyć, a nawet przerazić. Jak z Pana perspektywy wygląda życie na dworcu?

Obecnie już nie wygląda, a zmiany jakie zaszły od tamtego czasu nie pozwalają mi wypowiadać się w tonie eksperta. Wtedy było ekscytująco, ale i ciężko. Masa wrażeń,  masa trudnych doświadczeń i potem mnogość wniosków. Cieszę się, że to wtedy zrobiłem, ale dziś chyba bym się nie zdecydował na powtórkę. Wystarczy, są światy inne niż ten…

  1. Kilkukrotnie był Pan nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, a nawet udało się Panu ów statuetkę zdobyć. Jakie to uczucie, zostać docenionym w taki sposób?

Nie chciałbym zbyć Cię zbyt krótką odpowiedzią, ale to naprawdę jest jedyna jaka mi się nasuwa. To fajne jest. Ty się cieszysz, ludzie się cieszą, komuś tam w skrytości jego  hejterskiego fotelika pęka żyłka z żółcią… No i fajnie gdy stajesz się częścią historii Fandomu, jeszcze lepiej, gdy nie spuszczasz potem z tonu. Staram się nie.

  1. Czy w naszym kraju można utrzymać się wyłącznie z pisania?

Masz na myśli pisanie książek? Tak, można. Jeśli jesteś pracowita, masz uczciwego, otwartego wydawcę z pomysłem na siebie i trochę szczęścia do czytelników, to nawet całkiem nieźle. Rozmawiasz z wciąż żywym – bo trudno powiedzieć jak utrzymanym – przykładem.

  1. Właśnie zakończyliśmy przygodę z „Chłopcami” i mocno się Pan zarzeka, że już nic o ekipie Dzwoneczka nie przeczytamy. Możemy się jednak spodziewać jakiś historii z samego uniwersum?

Oj tam zarzekam. Stwierdzam. Zakończyłem cykl, zakończyłem pewną opowieść. Nic więcej o Chłopcach i Dzwoneczku nie wiem, wiem za to sporo i o Kościeju i jego ekipie, wiem trochę o Skrócie. Na tym się skupię, gdy czas i inne projekty pozwolą wrócić. A Dzwoneczek i jej ekipa… wróci jeśli zechce. Na razie się nie zapowiada.

  1. Jak dużo jest w Panu z Piotrusia Pana? A może utożsamia się Pan z inny bohaterem?

Mam nadzieję, że mało, choć parę cech widzę wspólnych, zarówno pozytywnych jak i tych mniej. Obaj mamy dar do gromadzenia wokół siebie ludzi i nieładną skłonność do ustalania jedynych słusznych reguł gry. Trochę się różnimy motywacjami, podejściem do terminu „gra zespołowa”. Ja lubię otaczać się ludźmi, którzy mnie dopełniają. No i generalnie nie biegam w rajtuzach.

Myślicie, że to koniec rozmowy? Nie ma takiej opcji! Pytań było jeszcze wiele, ale tak jak wspomniałam, rozmowa powstała we współpracy z Gąskami i to na ich oficjalniej stornie możecie przeczytać ciąg dalszy, dokładnie pod tym linkiem. Zapraszam, bo warto!

Advertisements

7 myśli na temat “Rozmowa przy kawie: Jakub Ćwiek

  1. Haha, „nie biegam w rajtuzach” 😀
    Niektóre odpowiedzi nie są dla mnie nowością, bo czytałam trochę o tym w posłowiu „Kłamcy. Papież sztuk”, a o innych słyszałam na spotkaniu autorskim. Ćwiek to super gościu jest, muszę w końcu resztę jego książek przeczytać!

    Lubię to

  2. Nigdy nie czytałam książek tego autora 🙂 Wywiad zdecydowanie zachęcił mnie, by to nadrobić! Dobrze, że mama pisarza zmusiła go do treningów… przez przypadek, w innym trochę celu 😀

    Lubię to

  3. Mały błąd: „Co raz częściej widzę siebie, jako psychofankę” „Coraz” piszemy razem 😉
    Nie znam autora, ale wywiad przeprowadzony na wysokim poziomie i artykuł bardzo ciekawy.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s