Napisana w 1994 roku książka „La Secte des égoïstes” była debiutem tego francuskiego pisarza. I choć widać w niej jeszcze pewną niepewność i niedociągnięcia, dla wielbicieli tego typu prozy może się okazać pozycją „must read” tego sezonu.

„To, co nazywamy światem, jest sumą naszych doznań. Nie znamy samego świata, świata samego w sobie, każdy z nas ma natomiast świat odbierany zmysłami.”

Érica-Emmanuela Schmitta większość z Was kojarzy pewnie przez „Oskara i Panią Różę”, która była jedną z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających lektur szkolnych. Dawno temu na stronie mogliście napotkać recenzję innej książki tego autora – „Małe zbrodnie małżeńskie” – którą także gorąco Wam polecam.

Gérard, tytułujący samego siebie „badaczem”, w trakcie poszukiwania informacji do swojej pracy, natrafia na wzmiankę o tajemniczym założycielu Sekty Egoistów. Mężczyźnie kontrowersyjny, niezrozumiałym i w końcu zapomnianym. Kim jest Gaspard Languenhaert? To pytanie nie odstępuje bohatera na krok, a zwykła ciekawość bardzo szybko przeradza się w obsesję. Świat, ludzie, obowiązki przestają mieć dla niego znaczenie, ignoruje wszystko i wszystkich. Ale czy odpowiedź jest warta takiego poświęcenia?

Mam problem z wypowiedzeniem się na temat tej książki. Miałam nadzieję na coś całkiem odmiennego, a samo zakończenie pozostawiło spory niedosyt. Tekst nie jest idealny, a nawet wprost przeciwnie – pełen niedociągnięć. „Sekta egoistów” to dopiero pierwsze podejście, tak różne od tego, co autor serwuje nam dzisiaj.

Fabuła podzielona jest na krótkie fragmenty, jednak nie ma wyraźnego podziału na rozdziały. Każdy fragment można porównać do przypowieści, która ma zmusić czytelnika do refleksji. Filozoficzno-dydaktyczny charakter powieści przysłania, a później nawet spycha na dalszy plan całą akcję, co nie do końca można uznać za zaletę.

Schmitt zdecydował się poruszyć kwestię egoizmu w dość nietypowy sposób, wyolbrzymiając tę cechę u bohaterów, przy których nawet Narcyz się chowa. Ze stronic wyłania się jedno główne pytanie – czy można być jednocześnie egoistycznym i szczęśliwym w naszym społeczeństwie? Nie liczcie, że dostaniecie odpowiedź jak na tacy.

Pojawia się też motyw Boga i wiary, które są dość częste w powieściach tego autora. Sam fakt, że Languenhaert uważa siebie za stwórcę świata już o czymś świadczy. W odbiorze utworu spore znaczenie ma historia Schmitta, który to ponoć jest nawróconym katolikiem. Gdy ta myśl towarzyszy nam w trakcie lektury, „Sekta egoistów” staje się jeszcze ciekawsza, ale też bardziej osobista.

Jeśli mielibyśmy porównać debiut Schmitta do znanej wszystkim powieści „Oskar i Pani Róża”…. Nie, to nie miałoby sensu. Te dwa utwory dzieli „zaledwie” osiem lat, ale pokazują idealnie w jakim kierunku wyewoluował styl tego francuskiego autora. Czy na lepsze? Według mnie tak.

Dzięki „Sekcie egoistów” można zauważyć, ze Éric-Emmanuel Schmitt już od początku miał konkretną wizję swojej twórczości, którą z czasem tylko udoskonalał. Jego debiut ma w sobie „coś”, co nie każdemu może przypaść do gustu, ale miłośnicy powieści tego francuskiego pisarza na pewno się nie zawiodą.


Tytuł: „Sekta egoistów”
Tytuł oryginału: „La Secte des égoïstes”
Autor: Éric-Emmanuel Schmitt
Data premiery: 2 listopada 2015
Ocena: 6/10


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak Literanova. 

5616484534e1221da080b7-811162-wm

 

Advertisements

4 myśli na temat “Ja jestem Bogiem – „Sekta egoistów” Éric-Emmanuel Schmitt

  1. Mam problem ze Schmittem. Sam autor wydawał mi się zawsze sympatycznym i błyskotliwym erudytą. Niedawno zdałam sobie jednak sprawę, że większą przyjemność sprawia mi czytanie wywiadów z nim niż lektura jego powieści 😉 Jeśli chodzi o twórczość – mam wrażenie, że jest ona mocno nierówna… Jakiś czas temu miałam w ręku „Małżeństwo we troje”, zbiór jego opowiadań. I znowu pół na pół, są akcenty mocne i zupełnie słabe. Najciekawszym elementem tego zbioru okazał się dla mnie dziennik Schmitta, w którym autor wyjaśnił w jaki sposób powstawały kolejne opowiadania 😉

    Lubię to

  2. Cóż, nie jestem zachęcona do zapoznania się z tą pozycją. Przyznam się, że miałam okres, w którym czytałam dość sporo Schmitta, oprócz „Oskara…”, „Trucicielkę” i opowiadania o kobietach (nie pamiętam tytułu). I zazwyczaj mi się podobały, chociaż zdarzają mu się takie „doły” literackie 😛 Dlatego wolę sięgać po te bardziej chwalone pozycje jednak 😉

    Lubię to

  3. Nie mogę się zgodzić co do opinii moich przedmówców, uważam ze warto się przekonać do tej książki, ponieważ mimo ze posiada kwestie filozoficzne bardzo przyjemnie i szybko się ja czyta. kolejne fantastyczne i niezwykłe dzieło Schmitta. Oby więcej takich dzieł !!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s