Alek Rogoziński z wykształcenia jest filologiem, a z zawodu dziennikarzem. Jakiś czas temu postanowił spróbować swoich sił na kolejnym polu, wydając swoją debiutancką powieść „Ukochany z piekła rodem”. Jak od tego momentu zmieniło się jego życie? Sprawdźmy.

Zawsze marzył Pan o napisaniu książki, a może była to spontaniczna decyzja?

Odkąd tylko nauczyłem się pisać, marzyłem o napisaniu książki. Do wszystkiego jednak trzeba dorosnąć. A już do napisania powieści – na pewno!

W jakich okolicznościach narodził się pomysł na taką, a nie inną fabułę?

Pomysły na obie książki urodziły się na wakacjach – i żeby było zabawnie oba w Grecji. „Ukochanego…” wymyśliłem na wakacjach na Rodos, a „Morderstwo na Korfu”… No to już pewnie łatwo się domyślić.

Co Pana najbardziej inspiruje? Którzy autorzy są dla Pana swego rodzaju wzorem?

Niedoścignionym wzorem jest dla mnie Agatha Christie. Jej kryminały są jak puzzle, każdy element zahacza o kolejny, każdy musi pasować do innego, a całość tworzy obraz morderstwa.

Co czuł Pan trzymając swoją debiutancką powieść w rękach?

Wiem, że źle to zabrzmi, ale… zmęczenie. Nie wiem czemu, ale obie moje książki trafiały do mnie w momencie, kiedy redakcja „Party”, w której pracuję, zamykała ważne numery. W przypadku „Ukochanego…” był to numer wielkanocny. Dużo stron, dużo siedzenia po godzinach, a w dodatku wtedy bardzo skomplikowały mi się sprawy rodzinne. I kiedy mój wydawca przywiózł mi pierwsze egzemplarze powieści prosto z drukarni, nie miałem siły na żadną hurraoptymistyczną reakcję. Tak naprawdę dumę poczułem dopiero wtedy, kiedy którego dnia sprawdziłem ranking EMPiK.com i okazało się, że moja książka jest najlepiej sprzedającym się tam kryminałem. Wydałem wtedy okrzyk radości, który przez moich współpracowników został potraktowany jako wezwanie o pomoc. Kilka osób ruszyło się nawet z miejsc, żeby mnie ratować…

Czyta Pan recenzje swoich książek?

Owszem. Bardzo uważnie.

Ile około trwa u Pana cały proces pisania i doszlifowania tekstu? Tworzy Pan najpierw ogólny zarys, czy może siada Pan i po prostu pisze?

Najpierw muszę wpaść na pomysł. Potem wymyślam bohaterów, a na koniec robię szkic, plan zbrodni. I dopiero gdy wszystko to jest gotowe, siadam i… zaczynam mordować.

Główna bohaterka jest bardzo ciekawą postacią. Czy ma ona swój pierwowzór w prawdziwym świecie?

Joannę poskładałem z wielu, wielu postaci. A na koniec Internauci nadali jej twarz amerykanskiej aktorki polskiego pochodzenia – Jane Krakowski znanej m.in. z serialu „Ally McBeal” i świetnego sitcomu „30 Rock”. Teraz już nie umiem o niej myśleć inaczej, tak jak o innym moim bohaterze – dzielnym i przystojnym policjancie Darskim, który ma twarz Neala Caffreya’a czyli bohatera serialu kryminalnego „Białe kołnierzyki” kreowanego na ekranie przez perfekcyjnego w tej roli Matta Bomera.

A Wy kogo widzicie w roli głównych bohaterów?

A co z pozostałymi postaciami? Przyznam szczerze, że kilkoro z nich kojarzyło mi się z prawdziwymi celebrytami z polskiego show-biznesu.

Polscy celebryci, a zwłaszcza damy polskiej muzyki rozrywkowej, to dla mnie nieustanne źródło inspiracji… Jeszcze im się kiedyś ode mnie „oberwie”! Ale, oczywiście, w sympatyczny sposób.

Nie obawiał się Pan, że ktoś może odnaleźć się na łamach Pana powieści?

Staram się nikogo nie obrażać, a jedynie czasem podkreślić czyjeś zabawne cechy. Dlatego nawet jeśli ktoś będzie miał podejrzenia, że był inspiracją dla jakiejś mojej postaci, to mam nadzieję, że nie poczuje się tym urażony.

Jestem bardzo ciekawa, co osoba pracująca w takim magazynie jak „Party”, sądzi o współczesnym show-biznesie.

Myślę, że coraz więcej w nim amatorów i amatorszczyzny, „ludzi znanych z tego, że są znani” oraz osób, którym tylko wydaje się, że coś potrafią, a za mało talentów i prawdziwych osobowości. Ale na szczęście póki oglądam w filmach Zosię Wichłacz czy Mateusza Kościukiewicza, słucham LemOna i czytam Kasię Puzyńską, to myślę, że nie jest jeszcze tak źle.

Co powinien zawierać każdy dobry kryminał?

Trudną do rozwikłania zagadkę, dobre tempo, niebanalne dialogi. W moim przypadku też odrobinę zabawnych sytuacji i gagów, które sprawią, że czytelnicy się od czasu do czasu uśmiechną.

Muszę przyznać, że okładki „Ukochanego z piekła rodem” czy „Morderstwa na Korfu” bardzo przyciągają uwagę. Do tego łączy je jeden znaczący element – piękna kobieta w czerwieni. Skąd pomysł na takie grafiki?

Nieskromnie powiem, że to mój pomysł. Pierwsza okładka powstała szybko, bo musieliśmy ją zmienić w ostatniej chwili, bo pierwotna (czarna z obrysem zwłok zrobionym czerwoną szminką) nie znalazła uznania dystrybutora, który określił ją mianem „niesprzedawalnej”. Przygotowaliśmy 10 kolejnych projektów i ten z kobietą z siekierą był moim ulubionym. Pierwotnie miała ona stać na tle błękitnego nieba, ale uznaliśmy, że ciemne burzowe chmury dodadzą jej dramatyzmu. Co do drugiej okładki, kiedy pisałem książkę, już miałem ją przed oczami. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednie zdjęcie. Bardzo się cieszę, że się podobają…

Ile jeszcze książek o Joannie i Betty planuje Pan napisać?

Niczego nie planuję z góry. Na razie zabieram się z wolna za trzecią. Zobaczę, ile jeszcze wytrzymam z tymi wariatkami, a one ze mną!

Czy wydanie książki wpłynęło znacząco na Pana życie prywatne i zawodowe?

Mam o wiele mniej czasu. Za to poznaję fantastycznych ludzi: blogerów, fanów książek, swoich kolegów i koleżanki „po piórze”.

Często można przeczytać, że uwielbia Pan podróże. Jaka była Pana najważniejsza, niezapomniana podróż do tej pory?

Każda podróż jest dla mnie na swój sposób niezapomniana. W tym roku spełniłem dwa kolejne marzenia – objechałem południe Hiszpanii: od wyglądającej jak plan „Władcy Pierścieni” Rondy po Kordobę, gdzie znajduje się katolicka bazylika wbudowana w ogromny średniowieczny meczet, piękna lekcja tego, jak religie i kultury mogą się wzajemnie uzupełniać i dowód na to, że niekoniecznie trzeba niszczyć coś starego, aby wybudować coś nowego. A potem miałem okazję odwiedzić Portugalię i rozumiem, dlaczego wszyscy zakochują się w Lizbonie. Też się zakochałem!

Co na co dzień czyta Alek Rogoziński? Jakie książki wywołały w ostatnim czasie na Panu największe wrażenie?

Najczęściej kryminały i książki historyczne. Aktualnie szukam książek, powieści, których akcja rozgrywa się w czasach zmierzchu Imperium Romanum. Chcę się zainspirować. Jeśli ktoś mógłby mi cokolwiek polecić, proszę dać znać!

A istnieje może pozycja, której nigdy nie weźmie Pan do ręki?

Nie lubię książek politycznych i autobiografii. Te pierwsze mnie śmiertelnie nudzą, a w prawdziwość tych drugich po prostu nie wierzę.

Będzie można Pana znaleźć na zbliżających się Targach Książki w Krakowie?

Nie mógłbym pominąć okazji spotkania z Czytelnikami – nawet jeśli miałoby być ich dziesięcioro jak na niedawnych targach w Warszawie. Będę w sobotę od 11:30, a potem w niedzielę od 13:30 na stanowisku „Księgarni Świata Książki” C35. Serdecznie zapraszam, nawet bez książek… Nie ma nic gorszego dla pisarza niż siedzieć i z głupią miną obserwować niekończący się tłum stojący do pani Katarzyny Bondy…

Uważa Pan, że takie wydarzenia mają rację bytu w dzisiejszym świecie?

Internet zbliżył nas do siebie, to fakt, ale ja jestem staroświecki i uważam, że nie ma to jak spotkanie twarzą w twarz i nawet chwila zwykłej rozmowy.

Każde dziecko wyobraża sobie, kim będzie, kiedy dorośnie. Kim Pan chciał być?

Najpierw chyba strażakiem. Ale to trudny zawód. Nawet Rafał Maślak woli nosić rurki niż gasić pożary, choć ponoć strażakiem był całkiem niezłym. Potem chciałem być piosenkarzem, takim jak Demis Roussos albo Ałła Pugaczowa (no wiem, trochę „dżender”). Zakładałem prześcieradło i stojąc na kanapie „dawałem koncerty” śpiewając ich hity. „Wsio mogut karali” wychodziło mi perfekcyjnie. A na koniec wymyśliłem sobie, ze zostanę dziennikarzem i… dopiąłem swego!

Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć swoim czytelnikom?

Chciałbym im bardzo podziękować za wszystkie ciepłe słowa o moich książkach i to, że dzięki nim mam motywację do dalszego pisania. Motywacja to podstawa!

A ja ze swojej strony chciałabym bardzo podziękować Panu Alkowi 🙂 No i biorę się za „Morderstwo na Korfu”. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał książek o Joannie i Betty, koniecznie to nadróbcie!

Advertisements

2 myśli na temat “Rozmowa przy kawie: Alek Rogoziński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s