Która kobieta chciałaby być wiecznie piękna i młoda? Jest to jedno z największych marzeń ludzkości, które jednocześnie niesie ze sobą poważne konsekwencje. Lee Toland Krieger postanowił w piękny sposób nam to udowodnić.

Adaline Bowman (Blake Lively) już na pierwszy rzut oka wydaje się być inna niż współczesne kobiety. Skromna i nieśmiała dwudziestokilkuletnie dziewczyna, która swoje życie oddała pracy, a za przyjaciela ma tylko psa. Skrywa ona jednak wielką tajemnicę. Prawda jest taka, że Adaline urodziła się na początku XX wieku i w wyniku nieszczęśliwego wypadku czas się dla niej zatrzymał.

„Wiek Adaline” to po prostu piękna baśń dla starszego widza. Delikatna, magiczna i niewinna. Widz do końca wierzy, że bohaterka wybierze wielką miłość na przekór swojemu przekleństwu. Łezka się nawet parę razy w oku zakręci. Cała klimat upada jednak wraz z oczywistym zakończeniem, które jest tak pięknie hollywoodskie.

Czy żaden amerykański melodramat nie może się skończyć jednym, wielkim „i żyli długo i szczęśliwie”? „Wiek Adaline” wnosi happy end na nowy poziom, który przewyższa wszystko, co do tej pory widziałam. Abstrakcyjność tych kilku minut pozostawia ogromny niesmak.

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko może uchodzić za Twoją babcię.

Adaline ma to, o czym marzy każda kobieta. Nie musi się martwić mijającymi dniami, które niosą ze sobą zmarszczki na twarzy, siwiejące włosy i obwisłe piersi. By nie stać się ogólnym fenomenem, co dekadę zmienia tożsamość i miejsce zamieszkania. Jej przypadłość, z pozoru magiczna, jest niezwykle dokładny, naukowy sposób.

Ciągłe ucieczki sprawiają, że w jej życiu dominuje przede wszystkim smutek i samotność. Z córką widuje się sporadycznie, a pozwolić może sobie tylko na przelotne zauroczenia, zapominając o prawdziwej miłość. Nawet kiedy poznaje cudownego Williama (w tej roli genialny Harrison Ford, którego uwielbiam w każdej roli), zmuszona jest zrezygnować dla swojego bezpieczeństwa.

Historia lubi zataczać koło. I tak Adaline, już w czasach współczesnych, poznaje trzecią wielką miłość – Ellisa, który okazuje się być synem Williama. Tak, tego Williama. W tym momencie kobieta nie może już dłużej skrywać swojej tajemnicy.

Krieger stworzył bardzo miłą dla oka i przyjemną produkcję na ponure, jesienne wieczory. Największą zaletą jest tutaj główna postać – żyjąca współcześnie, ale ciągle w mentalnością kobiety z lat 20. czy 30.. Blake Lively idealnie sprawdziła się w tej roli. Ford wraca do swoje formy, a dla żeńskiej części publiczności mamy paradującego bez koszulki Michiela Huismana, czyli Ellisa.

„Wiek Adaline” to filmy ładny, przyjemny i poprawny. Nie zachwyca, ale też nie nuży, który jednak wywołuje w widzu emocje. Cukierkowo-amerykański klimat na szczęście nie dominuje. Liczyłam na większe ukazanie różnic między mijającymi dekadami, ale to tylko taka mała dygresja. Choć zakończenie pozostawia dość spory niesmak, jest to produkcja, która może się podobać.


Tytuł: „Wiek Adaline”
Tytuł oryginału: „The Age of Adaline”
Scenariusz:  J. Mills Goodloe, Salvador Paskowitz
Reżyser: Lee Toland Krieger
Kraj produkcji: USA
Premiera: 15 maja 2015 (Polska), 8 kwietnia 2015 (świat)
Ocena: 6/10

 

Advertisements

2 myśli na temat “Piękno, które nie przemija – „Wiek Adaline”

  1. Czyli jest taki jak myślałam, że będzie. Co nie zmienia faktu, że chętnie obejrzę, bo czasami mam ochotę na trochę lukru Hollywood 😉 I cieszy mnie to, że Blake sprawdziła się w roli, bo myślałam, że nie podoła.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s