Pierwszy pisarz pochodzący z Cypru, którego książka została przetłumaczona na nasz język. Zdobywca Europejskiej Nagrody Literackiej. Autor „Dziennika zdrady”, o którym mogliście u mnie niedawno przeczytać. Do tego mężczyzna inteligentny, przemiły i bardzo przyjacielski. Taki właśnie jest Emilois Solomou, z którym dzisiaj porozmawiamy.

Na początku chciałabym zapytać o twoje inspiracje oraz autorów, którzy mieli bądź mają ciągle na Ciebie wpływ.

Wierzę, że inspirację można czerpać ze wszystkiego, co nas otacza. Wszystko co musisz zrobić, to rozłożyć ręce i złapać ją, o ile masz oczy i uszy szeroko otwarte. Interesują mnie bardzo historie zwykłych ludzi. Jednocześnie lubuję się w postaciach, które płyną w przeciwnym kierunku, czasem przez swoje słabości, a czasami przez problemy z radzeniem sobie i współpracą z innymi.Kiedy byłem dziennikarzem, zwykle przeprowadzałem wywiady ze starszymi osobami. Każda starsza osoba ma jakąś wyjątkową historię do opowiedzenia. Może to wszystko wynika z tego, że studiowałem historię. Fascynuje mnie historia i archeologia, ale też codzienne życie, samotność, dylematy i okrutne decyzje, które każdy z nas musi kiedyś podjąć w momencie zwrotnym swojego życia. Pamięć, miłość, tajemnica, śmierć oraz upadek to główne punkty w moich powieściach.
Imponuje mi twórczość Fiodora Dostojewskiego, Tołstoja, Iana MacEwana, Philipa Roth, Georga Simenona, Lawrence Durrel czy Marcela Prousta (Jestem dumny, że mogę się pochwalić, iż przeczytałem całe „W poszukiwaniu straconego czasu!) oraz wielu, wielu innych. Szanuję także greckich pisarzy – Al. Papodiamantisa, M. Loundemisa – oraz cypryjskich, na przykład G.F. Pieridesa.

Twoja książka różni się od polskiej literatury. To prawdopodobnie dlatego recenzje „Dziennika zdrady” są tak zróżnicowane. Jak sobie radzisz z krytyką?

Powiedzmy, że moja książka nie jest zwyczajna. Starałem się nie podążać za popularnymi ruchami. Mogę stwierdzić, że to jest „grecka” książka, ale jednocześnie wierzę, że motywy, jakie w niej poruszam, mają uniwersalny charakter. Jeśli chodzi o krytykę, muszę przyznać (i wierzę, że każdy pisarz tego doświadczył), że po publikacji książki, kiedy recenzje zaczęły do mnie napływać, zrozumiałem w pełni na jak wiele aspektów krytycy zwracają uwagę. Sprawy, o których wcześniej nawet nie pomyślałem. Każdy z nich obrał inny punkt widzenia, na innych rzeczach się skupiał i zapewne z tego to wynika. Krytycy mają bardzo ważną rolę do odegrania. Są niezbędni nie tylko czytelnikom, ale także autorom. Traktuję ich bardziej jako współpracowników. Moja powieść otrzymała zarówno pozytywne, jak i kilka negatywnych opinii. To jest naturalne. Każdy z nas ma swój subiektywny pogląd nie tylko na książkę, ale na wszystko. Zrozumiałem dzięki temu okropnemu internetowemu tłumaczowi, że jedna albo dwie recenzje były całkowicie negatywne. Inna osoba całkowicie przekreśliła moją twórczość. Zauważyłem ostrożne podejście do mojej powieści wśród krytyków. Nie jestem w Polsce znanym pisarzem, a moja książka wydaje się trochę „dziwna” i…. egzotyczna. Muszę przyznać, że nie jest to odpowiednia książka dla kogoś, kto chce zaczerpnąć trochę przyjemnej rozrywki podczas wakacji. Ona potrzebuje uwagi i zaangażowania, by zostać w pełni zrozumiana. Wiem, że nie napisałem arcydzieła, ale w moim odczuciu jest to na prawdę dobra książka i muszę jej bronić, bo na prawdę w nią wierzę.
Niektóre negatywne recenzje mogą być bardziej przydatne od tych pozytywnych. Zaczynasz myśleć, że coś może jednak jest nie tak w twojej powieści, coś czego wcześniej nie dostrzegłeś, nie poświęciłeś wystarczająco uwagi podczas całego procesu twórczego, a co jednak jest ważne dla całego odbioru lektury. Kiedy moja poprzednia książka – „An axe in your hands” – została wydana w 2007 roku, pojawiło się bardzo dużo pozytywnych opinii i tylko jednak negatywna. I to właśnie ona dała mi do myślenia. Przetworzyłem w swojej głowie cały projekt, fabułę, postaci, narrację… i w jakiś sposób dotarłem do puntu zwrotnego w mojej twórczości. Polepszyłem swój warsztat pisarski. To była lekcja, którą musiałem przyjąć. Oddaję hołd każdej krytyce, dobrej i złej. Nawet jeśli to trochę rozczarowujące i zniechęcające, kiedy cała recenzja jest całkowicie negatywna. To co podnosi mnie na duchu to fakt, że Chrystusa też ukrzyżowali jego krytycy.

Jak się czujesz jako zwycięzca Europejskiej Nagrody Literackiej w 2013 roku?

Oczywiście jestem dumny i pochlebia mi to, że moja książka została wybrana, by reprezentować mój mały kraj. Jestem świadom, że gdybym to nie był ja, gdyby to nie była moja książka, koś inny zdobyłby tę nagrodę. Jednocześnie wiem, że takie wyróżnienie nie zawsze równa się z wzrostem popularności pisarza i samego dzieła. Pomyśl, ilu znakomitych naukowców zdobyło Nobla, a są dzisiaj praktycznie nierozpoznawalni. Taka nagroda jest ważna, to mały krok naprzód, ale ostatecznie to i tak czytelnicy zdecydują, czy powieść jest wystarczająco dobra.

Myślisz, że ta nagroda wpłynęła na popularność twoją i twojej książki?

W jakiś sposób na pewno, przez pewien czas wszystkie reflektory były skierowane właśnie na moją powieść. To dodało mi odwagi i dało szansę wydania „Dziennika zdrady” w innych krajach. Rynek książki jest bardzo ograniczony w Grecji, o Cyprze już nie wspominając. W ten sposób moja historia wyruszyła w wielką podróż. Na ten moment prawa do niej zostały sprzedane w dziewięciu różnych krajach Europy. To niesamowite! Do tej pory nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić takich perspektyw. Oglądanie jak moja książka podróżuje po Europie i zdobywa nowych czytelników jest niebywałym doświadczeniem.

W „Dzienniku zdrady” możemy znaleźć wiele nawiązań do greckiej literatury klasycznej i mitologii.

Jakżeby inaczej? To dla mnie bardzo naturalne. Miejscem akcji jest Grecja, przede wszystkich mała wyspa na Cykladach, gdzie homeryckie widoki i morze wciąż istnieją. Gdziekolwiek nie pójdziesz, doświadczysz żywej mitologii i historii Grecji. Gdziekolwiek nie popatrzysz, dostrzeżesz, że każdy bóg czy heros pojawił się nie bez powodu. Ta unikalna atmosfera, światła, jest w tym pewna duchowość, zawsze czuć tu w powietrzu Ducha Świętego. Naprawdę, wyobraźnia i mitologia zawsze idą w parze. Jeśli kiedykolwiek odwiedzisz Attykę lub cykladzką wyspę, zrozumiesz, o czym mówię. Nawet miejsca i nazwy są związane z historią i mitologią. Grecja to na prawdę błogosławione miejsce.

Imię Antygona od razu nasuwa skojarzenie w tragedią Sofoklesa. Możemy doszukiwać się tutaj symboliki?

Antygona jest bardzo silną postacią w tragedii Sofoklesa, podobnie jak w mojej powieści. Pojawia się w życiu Ducarelisa w drastyczny sposób i wywraca jego stereotypowe i konserwatywne życie do góry nogami. Ducarelis jest słabą jednostką. (Byłem często krytykowany za jego brak umiejętności podjęcia stanowczej decyzji, ale to jest właśnie cały sens tej książki. Chciałem go skontrastować z postaciami kobiecymi.) Zdradzał żonę, upił się po raz pierwszy, a nawet próbował słabych narkotyków kilka razy, kiedy był anarchistą. Z jego punktu widzenia jego „zakazana” miłość do Antygony to rewolucyjna zmiana. Antygona u Sofoklesa zaprzecza prawu ludzkiemu i buntuje się przeciwko wujowi – królowi Kreonowi. Jej los i przeznaczenie już od dawna były przesądzone. Podejmując takie działanie, podpisała się pod własnym wyrokiem śmierci. Myślę, że w mojej powieści czytelnik może podejrzewać, jak rozwiąże się zagadka jej zaginięcia. Są to bardzo tragiczne wydarzenia.
W mojej książce pojawia się jeszcze jedna kobieta powiązana z tragedią Sofoklesa – Ismena. Była ona siostrą Antygony, u mnie natomiast jest jej córką. W obu przypadkach odgrywa drugoplanową, ale bardzo ważną rolę. W tragedii z jej pomocą ukazany został kontrast pomiędzy posłuszeństwem i nieposłuszeństwem wobec tyrana, a w mojej książce pomaga głównemu bohaterowi ujawnić myśli i emocje.

Mówiąc o Ducarelisie – jak powstała ta postać?

Idealnie pasować tutaj będą słowa Flauberta, których użył, by opisać „Panią Bovary”. Powiedział on: „Ja jestem Panią Bovary”. Jednak ja nie jestem Ducarelisem. Ta książka nie jest autobiografią. Przez wiele lat spędzałem wakacje na Cykladach. Jestem oczarowany prehistorycznymi ludami zamieszkującymi te tereny. Studiowałem nawet ten okres na Uniwersytecie w Atenach. To na prawdę ciekawa i tajemnicza cywilizacja, o której wiemy bardzo mało. Nawet wykopaliska czy odnalezienie czegoś nie pomaga rozwiać tej tajemniczej otoczki. To właśnie w trakcie jednej z mojej podróży w tamte regiony, wymyśliłem tę postać. Archeolog, który prowadzi wykopaliska na małej wyspie, poznaje historie ciężarnej kobiety, która została zamordowana 5000 lat temu. Kasjopeja czuje, że ktoś ją obserwuje i jest świadkiem jej tragicznego losu. Tą osobą jest właśnie Ducarelis, który jednocześnie czuje się śledzony przez kogoś innego – narratora. W tej powieści archeolog jest głównym bohaterem, ale pojawi się też w mojej innej książce już jako postać drugoplanowa i mentor protagonisty.

Polska i Cypr to odległe i zapewne bardzo różne miejsca. Opowiedz nam o swojej ojczyźnie.

Na mapie te dwa kraje wydają się by bardzo daleko. Różni je też wiele rzeczy, choćby klimat i krajobraz, ale łączy nas w mniejszym lub większym stopniu historia i niektóre wydarzenia. Oboje byliśmy pod okupacją innego narodu. Ciągle 40% terytorium mojego kraju jest zajęte przez Turcję. Trwają negocjacje i jest nadzieja, że w końcu pojawi się jakieś dobre rozwiązanie. Cypr jest bardzo małym krajem o wielkiej kulturze i niesamowitej przeszłości. To miejsce narodzin bogini piękna – Afrodyty. To piękna wyspa znana ze swojej gościnność. Musisz kiedyś zobaczyć góry Troodos i malownicze bizantyjskie kościoły, które można tam odnaleźć. Latem temperatury dochodzą tutaj nawet do 40 stopni, za to zimą i wczesną wiosną można znaleźć śnieg na szczytach gór. Więc w jednej chwili można jeździć na nartach, a godzinę później pływać tam, gdzie narodziła się Afrodyta. Około 76% populacji to Grecy, 18% pochodzi z Turcji, a pozostali to Ormianie, Latynosi i Maronici. Odnaleźć tu można na prawdę wiele sprzeczność w klimacie, społeczeństwie czy zabytkach. To wszystko czyni Cypr wyjątkowym miejscem. I dlatego każdy powinien tu choć raz przyjechać.

Kilka miesięcy temu odwiedziłeś Polskę. Jak Ci się podobało?

Pierwszy raz odwiedziłem Warszawę i wszystko było idealne. Przyjechałem na promocję mojej książki i odwiedziłem Warszawskie Targi Książki. Poznałem kilku dobrych przyjaciół. Musze przyznać, że nie spodziewałem się spotkać takich otwartych, ciepłych i przyjaznych ludzi. My, mieszkańcy rejonu Śródziemnomorskiego, mamy całkowicie mylne pojęcie o mieszkańcach północnej i wschodniej Europy. Przez różnice w sposobie życia i klimacie, błędnie określamy was jako zimnych i trzymających się na dystans. Jest zupełnie odwrotnie! Byłem na prawdę zaskoczony. Miło było też zobaczyć, że Polska rozwija się i rośnie w siłę. To można zobaczyć nawet na twarzach mieszkańców. Chciałbym jeszcze zawitać w waszym kraju tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. To właśnie obiecałem moim polskim przyjaciołom, kiedy wyjeżdżałem.

Znasz polską literaturę?

Muszę przyznać i jednocześnie przeprosić, ale nie znam za wielu polskich autorów. Jestem za to wielkim fanem Sławomira Mrożka. Na początku lat 90., kiedy pracowałem dla jednego z cypryjskich dzienników. Pojawiał się wtedy brytyjski tygodnik The European. Każdego tygodnia niecierpliwiłem się, bo chciałem dostać egzemplarz w swoje ręce. Nie chodziło tutaj o artykuły czy informacje, ale o genialne, a jednocześnie przedziwne opowiadania S. Mrożka, który pracował tam jako felietonista. Wycinałem jego teksty i do dziś je mam! Kiedy byłem w Warszawie, zauważyłem pewne powiązanie między mną, a Mrożkiem, którego wcześniej nie dostrzegłem. W mojej nowej powieści jest scena, która bardzo przypomina tę z dramatu „Emigranci”. Chodzi mi o tę z rurami kanalizacyjnymi, które wydają te okropne dźwięki. Podświadomie nawiązałem do jego twórczości!

„Dziennik zdrady” jest opowieścią o miłości, smutku, emocjach, ale jednocześnie dostajemy morderstwo i wiele innych wątków. Czy możemy przypisać tę książkę do jakiegoś konkretnego gatunku? 

Jeśli mam być szczery, ciężko mi stwierdzić, czy któraś z moich książek wpisuje się w jakiś konkretny gatunek. Myślę, że moi czytelnicy odnajdą tutaj cech charakterystyczne dla wielu gatunków. Lubię pisać o miłości, zbrodniach, tajemnicy, historii i tym podobne. Lubię kombinować i mieszać ze sobą style. Wydaje mi się to interesujące. Mam nadzieję, że moi czytelnicy podzielają tę opinię.

Jak wiele książek napisałeś do tej pory? Możesz na coś o nich opowiedzieć? 

„Dziennik zdrady” jest moją czwartą książką. Pierwszą była „The scarecrow” (self-publishing z 2000 roku) – powieść będąca alegorią. Głównym bohaterem jest strach na wróble, który posiada ludzkie serce i dusze, dlatego chce być stawiany na równi z ludźmi, ale jedyne, co wywołuje, to strach, przez który zostaje odtrącony. Chciałem poruszyć w niej kwestie tolerancji i odrzucenia. Moja druga książka – „Like a sparrow, Quickly you passed” (2003) to także self-publishing. Tytuł nawiązuje do pieśni odgrywanej na ceremoniach pogrzebowych małych dzieci. To historia oparta na faktach, opowiada o moim bracie, który razem z kuzynek został zabity przez piorun w czasie letniego sztormu dwa lata przed moim narodzeniem. Następna książka to „An axe in your hands”, którą została wydana w 2007 nakładem wydawnictwa Anef. To historia młodego mężczyzny, paranoika, który wierze, że odkrył nowy kontynent na południe od Afryki, wynajmuje łódkę i próbuje tam dopłynąć. Chce uciec od naszego upadłego i brzydkiego świata. Ta książka zdobyła Cypryjską Nagrodę Literacką. Moja piąta powieść zostanie wydana w Atenach w październiku. Mam także w swoich zbiorach nieopublikowane opowiadania, których część pojawiła się na łamach pism literackich na Cyprze, w Grecji i za granicą. Mam nadzieję, że uda mi się wydać te zbiór w przyszłym roku.

Któraś z nich zostanie wydana w Polsce? 

Mam nadzieję, że kiedyś to się uda. „Dziennik zdrady” jest moją przepustką do polskich czytelników. To nasze pierwsze spotkanie, ale mam nadzieję, że nie ostatnie.

Jesteś pierwszym cypryjskim pisarze, którego książka została przetłumaczona na język polski. Jest się z tym czujesz? 

To dla mnie zaszczyt, ale podchodzę do tego pragmatycznie. Wiem, że gdyby nie nagroda, moja książka nie zostałaby wydana w Polsce. Wiele ważnych książek zostało wydanych na Cyprze przez ostatnie dekady i niestety nie są one znane za granicą. Wiele z nich zasługuje na ten zaszczyt bardziej niż ja. Nie wiedziałem o tym, że jestem pierwszy, dopóki nie powiedziano mi o tym, kiedy odwiedziłem wasz kraj. Byłem zaskoczony i dumny, ale też udręczony. Za tę możliwość powinienem podziękować mojemu polskiemu wydawcy – Książkowym Klimatom – Tomaszowi Zarodzie, Kamie Margielskiej oraz mojej tłumaczce, Ewie Szyler, która wykonała kawał dobrej roboty. Jestem wdzięczny im razem i każdemu z osobna.

Kto jest twoim ulubionym pisarzem? 

Kto inny, jak Fiodor Dostojewski, jeden z najlepszych powieściopisarzy. Kilka lat temu przeczytałem wszystkie jego książki i trochę mi teraz z tego powodu smutno. Zazdroszczę tym, którzy mają jego dzieła jeszcze przed sobą, bo ciągle mają możliwość wejść w ten niezwykły świat. Oddaję też hołd ojcu literaturze europejskiej – Homerowi. W „Illiadzie” i „Odysei” możemy odnaleźć bardzo uniwersalne motywy, które ciągle są prawdziwe. Homer był pierwszą osobą, która wykorzystała niemal wszystkie techniki narracyjne.

Pamiętasz pierwszą książkę, którą przeczytałeś? 

To coś, czego nigdy nie zapomnę. To było na prawdę wyjątkowe wydarzenie i punkt zwrotny w moim życiu. „Ben Hur” L. Wallace’a był pierwszą powieścią, jaką przeczytałem. Dzisiaj czuję, że nie ma w tym nic doniosłego, ale wtedy miałem wrażenie, że odkrywam całkowicie nowy świat. Miałem dziewięć lat i pochłonąłem tę lekturę w jeden dzień. To było coś rewelacyjnego. Kiedy zamknąłem książkę, ciągle byłem nią zaczarowany i wyobrażałem sobie, że jestem częścią tej historii. Byłem jak pod wpływem jakiegoś uroku. Od tamtego czasu ciągle czytam, poszukując tej magii i, dzięki Bogu, ciągle ją odnajduję. Książki wpływają na całe moje życie. Ta wszedłem do świata literatury i to jest to, co mówię osobom, które twierdzą, że książki nie mogą zmienić świata. Skoro mogą one wpływać tak mocno na życie pojedynczej jednostki, dlaczego nie miałyby zmienić całego społeczeństwa? Choć przyznaję, że to trudne zadanie.

Słyszałam, że interesujesz się archeologią, prawda? To coś, co ty i Ducarelis macie wspólnego. 

Studiowałem historię i archeologię w Atenach i czasem zachowuję się jak archeolog-amator. Kiedy jestem na dworze, ciągle poszukuję jakiś śladów i zabytków. Przez ostatnie lata odnalazłem kilka takich archeologicznych pozostałości w mojej wiosce, a także w innych miejscach, które datowane były na okresy bizantyjskie, hellenistyczne, romańskie, a nawet jeszcze starsze. Poinformowałem o nich Departament Archeologii i w jednym przypadku rozpoczęli nawet wykopaliska. Archeologia jest moją pasją, tak samo jak historia, ale nigdy nie brałem udziału w profesjonalnych wykopaliskach. Bardzo chciałbym kiedyś spróbować. Fascynuje mnie to, co ukryło się pod ziemią tysiące lat temu i że mógłbym być światkiem wyciągania tego na światło dzienne. Ziemie Cypru i Grecji są pełne takich tajemnic i jeśli zaczniesz kopać, na pewno coś odnajdziesz. To mnie łączy z Ducarelisem. Dzielimy tę samą pasję. To jednak na tyle. Jak już mówiłem, nie jest to powieść autobiograficzna. Jednakże niektóre scenerie, obrazy, opisy i momenty, których ja doświadczyłem będąc na Kufonisi, pojawiały się na stronach powieści.

Czym jeszcze się interesujesz? 

Na życie zarabiam jako nauczyciel greki i historii w szkole średniej. Nie jestem pełnoetatowym pisarzem, choć jest to ważna część mojego życia. Piszę głównie w czasie wakacji, bo jest to dość długotrwały proces. Pozostały czas staram się poświęcić dwójce moich małych dzieci i czytaniu. Lubię też wędrować, podziwiać naturę, zbierać grzyby i łowić. Staram się to robić kilka razy do roku, bo to dodaje mi energii i siły.

Każde dziecko marzy o tym, kim zostanie, kiedy dorośnie. Jak było z tobą? Kim chciałeś być? 

To trochę zabawne, ale niech będzie. Będąc dzieckiem lubiłem, atak na prawdę dalej lubię westerny. Oczywiste jest, że chciałem zostać kowbojem, facetem z bronią. Niektórzy moi przyjaciele nazywali mnie wtedy Festus po bohaterze starego serialu „Gunsmoke”. Kiedyś mieliśmy osła i pewnego dnia, kiedy zostałem sam w domu, ubrałem pas z dwoma zabawkowymi pistoletami, kowbojski kapelusz, odwiązałem zwierzaka i dosiadłem go. Zacząłem włóczyć się po okolicy i udawałem, że jestem kowbojem. Przygoda skończyła się, kiedy mama wróciła do domu. Ściągnęłam mnie z osła i spuściła niezłe lanie.

Czy czytanie jest popularne w twoim kraju? 

Niestety czytanie jest jest priorytetem na Cyprze. Pozwól, że przytoczę przykład, który pozwoli ci zrozumieć jak mały jest tutaj rynek książki. Książka staje się bestsellerem, kiedy zostanie sprzedanych 500-600 kopii. Wiem, że w Polsce także narzekacie na poziom czytelnictwa. Tak na prawdę nigdzie nie jest on idealny. Mam wrażenie, że wszystko zmierza ku lepszemu w moim kraju, ale ciągle jest jeszcze dużo do zrobienia. Ciągle pozostaje kwestia tego, co ludzie czytają. Ja jednak wierzę, że ci, którzy kochają książki, są lepiej wyedukowani i stają się bardziej sumiennymi obywatelami. Jest to niezbędne dla demokracji i społeczeństwa nie tylko na Cyprze czy w Polsce, ale w całej Europie. To smutne, że jest tak mało akcji i programu popularyzujących czytanie wśród młodych ludzi. Szczególnie szkoły powinny zachęcać uczniów do sięgania po ciekawą literaturę.

Czy jest coś, co chciałbyś na koniec powiedzieć swoim czytelnikom w Polsce?

Chciałbym móc uścisnąć rękę każdemu z Was, kto kupił i przeczytał moją książkę, ale wiem, że to niemożliwe. Mam nadzieję, że spodobała im się i uważają ją za interesującą. Byłbym na prawdę rozczarowany, gdyby było inaczej. Jeśli twierdzicie, że jednak zawiodłem wasze oczekiwanie, chciałbym tylko powiedzieć na prawdę się starałem i dałem z siebie wszystko. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję odwiedzić Polskę w niedalekiej przyszłości i zdobyć wasze zaufanie.

Teraz czas na komentarz ode mnie. Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz otrzymałam od pana Emiliosa maila, byłam w niezłym szoku. Sam pisarz napisał do mnie, by podziękować za recenzje! Niesamowite uczucie. Nie spodziewałam się też tak wyczerpujących odpowiedzi, które w trakcie tłumaczenia czasem przysporzyły mi trochę kłopotów. Jeszcze raz chciałam Panu podziękować. Cieszę się, że mogłam Pana poznać. A Was podziwiam, jeśli doczytaliście do końca 😉

Advertisements

3 myśli na temat “Rozmowa przy kawie: Emilios Solomou, autor „Dziennika zdrady”

  1. Naprawdę świetny wywiad, bardzo przyjemnie się go czytało. I zachęcił mnie do przeczytania książki.
    Ogromny plus za docenienie Mrożka. Ja sama uwielbiam jego opowiadania i dramaty, przede wszystkim za ten specyficzny humor. I cieszę się, że nie przeczytałam jeszcze wszystkich książek Dostojewskiego w takim razie.
    Historia z osłem mnie rozbawiła 😀
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s