Tytuł: „iZombie” 
Sezon: 1
Gatunek: Horror, Kryminalny
Na podstawie: „iZOMBIE” DC Comics
Emisja pierwszego odcinka: 17 marca 2015
Ocena: 8/10


Są produkcje do których chcąc, czy też nie, podchodzi się z pewną dozą nieufności. Były udomowione wampiry, wilkołaki, a teraz mamy zombie, które nie dość, że ma ludzkie odruchy, jeszcze pracuje dla policji. Mieszanka nietypowa. 
Młoda i zdolna lekarka Liv ma wszystko, czego potrzeba – poukładane życie, przystojnego narzeczonego, do tego jest inteligentna i śliczna. Chodzący ideał. Wszystko się zmienia, kiedy idzie na imprezę, na której część uczestników świadomie, bądź nie, zażywa tajemniczy narkotyk zmieniający ludzi w… zombie. I kiedy Liv budzi się po tym wszystkim w worku na zwłoki, jedynym jej pragnieniem staje się soczysty mózg, najlepiej w ostrym sosie. Musi też ułożyć sobie życie  na nowo. Zatrudnia się jako patolożka, gdzie poznaje Raviego. Jej szef szybko odkrywa jej tajemnicę i pomaga dziewczynie uporać się z nowym życiem po życiu. 
Przy wielu współczesnych produkcjach znajdziemy napis „based on”. Tutaj nie jest inaczej. „iZOMBIE” to komiks wydawany przez DC, który jednak nie zdobył odpowiedniej popularności. Fakt, że wydawany był przez Vertigo, pokazuje, że nie będzie to bajeczka o superbohaterach, a bardziej mroczna i poważna seria. Oryginał jednak różni się w wielu znaczących kwestiach od adaptacji, więc porównywanie tych dwóch można sobie darować. Cieszę się, że stacja CW decyduje się inwestować w te mnie znane historie. 
Jedna to Gwen, druga – Liv, ale przynajmniej wizualnie są podobne. 
Zombie to jednak tylko część historii, bo z założenie jest to serial kryminalny. Jedząc mózgi, Liv przejmuje wspomnienia ofiary. Socjopata, były żołnierz czy cheerleaderka to tylko kilka jej wcieleń. Praca w kostnicy wiąże się z wieloma policyjnymi sprawami, więc nasza zombiaczka wykorzystuje tę umiejętność i pomaga rozwikłać zagadkowe morderstwa. Stwierdzenie „jesteś tym, co jesz” nabiera całkiem nowego znaczenia. 
Już po pierwszych odcinkach widać, że fabuła jest spójna. Nawet morderstwa nie są tutaj przypadkowe, a każde zdarzenie kieruje nas ku mało zaskakującemu finałowi, który jednak ma spory sens. Do tego fakt, że Liv przejmuje osobowość innych wraz ze zjedzeniem ich mózgu, nadaje produkcji ciekawego charakteru. Co odcinek to inna Liv. Najlepiej widać to w odcinku gdzie nasza Zombie zjada mózg malarza i zaczyna patrzeć na świat z całkiem innej perspektywy. Przejmuje jego talent i stosunek do codzienności. Zarówno Rose McIver, jak i widzowie, prędko nie znudzą się tą postacią. 
Nigdy nie myślałam o jedzeniu mózgów, jako o czymś uroczym.
Popatrzcie na to zdjęcie i zrozumiecie, dlaczego to się zmieniło. 
Oczywiście musi być też ten zły zombie. Blaine DeBeers też jest mózgożercą, ale w swoim nowym sanie odnalazł okazję na wzbogacenie się. Ach, ta chciwość. Zmienia ważne persony w zombie i sprzedaje im mózgi dzieciaków ze slumsów, za którymi i tak mało kto zatęskni. Interes życia. Nie wziął jednak pod uwagę, że ktoś jego ofiary zna i będzie zadawał pytania, a tym kimś okazuje się…. były narzeczony Liv. 
And here is the bad guy…
Mały wątek miłosny, choć nie był konieczny, urozmaicił nieco akcję. Bradley James, którego część z Was może znać z serialu „Przygody Merlina”, gdzie wcielił się w rolę Artura, jako zombie prezentuje się całkiem nieźle, a przy tym jest tak uroczy, że sama mogłabym dla niego zacząć jeść mózgi. Tak naprawdę każda postać „iZombie” ma w sobie coś, przez co człowiek zaczyna pałać do niej sympatią. Liv jest fajną babką, sympatyczną i rozważną, ale i potrafiącą się wyluzować. Nie jest to zagubione dziecko we mgle, którego miałoby nam się zrobić żal. Radzi sobie z nową sytuacją i nie chce się odcinać od najbliższych. Ravi ma w sobie coś z szalonego naukowca, bo jak inaczej określić jego fascynację zombie, ale też wzbudza sympatię i jest świetnym przyjacielem. Z kolei Clive, z którym Liv rozwiązuje zagadkowe morderstwa, jest najgorszym detektywem jakiego ostatnio w serialach spotkałam. Do bohatera też mu daleko, ale to nie ma tutaj większego znaczenia. 
Liv i Ravi to cudowny duet i chcę ich jak najwięcej. 
Stacja CW ostatnio inwestuje w seriale, które są ciekawe, ale nie porywają. Nie ma w nich wielkich emocji i zaskoczeń, ale mimo to szybko wypisują się do kalendarza. Łatwo można się przywiązać do bohaterów, którzy niemal od razu zdobywają rzeszę wiernych fanów. „Supernatural” jest tutaj idealnym przykładem. Taki los wróżę „iZombie”, bo ze swoją lekkością i humorem, może przekonać nawet najbardziej wymagających. To najlepszy rodzaj apokalipsy zombie, jaki można sobie wyobrazić.
Advertisements

3 myśli na temat “Jesteś tym, co jesz, czyli kilka słów o "iZombie"

  1. O kurcze, o tej pozycji nie słyszałam, a w sumie podobny motyw. Pytanie „What the fuck?” jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Zagubiłam się w tym wszystkim!

    Dzięki z ten kanał na yt ❤

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s