Arctic Monkeys to brytyjska grupa powstała w 2002 roku. Rodzimą sceną zawojowali już w 2006, gdy ich debiutancki album „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” okazał się najszybciej sprzedawanym debiutanckim albumem w historii brytyjskiego rynku muzycznego. W 2013 roku nastąpił przełom w ich twórczości.

„We both know that the nights were mainly made for saying things that you can’t say tomorrow day”

[tłum.:”Oboje wiemy, że noce zostały stworzone głównie po to, by mówić rzeczy, których nie jesteś w stanie wypowiedzieć następnego dnia”]

Gdybyście posłuchali ich pierwszej płyty, a zaraz potem sięgnęli po „AM”, moglibyście się nieźle zdziwić. W ciągu tych kilku lat chłopaki zmienili zarówno styl jak i sam wizerunek sceniczny. Niezależnie od tego, jak ocenia się ich dorobek, taka metamorfoza jest naprawdę godna podziwu. Najbardziej dotknęła ona wokalistę Małpek – Alexa Turnera. Gdy „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” ujrzało światło dzienne, był zaledwie dwudziestoletnim chłopaczkiem brzdąkającym sobie na gitarze. Teraz, kiedy to powoli zbliża się do trzydziestki, bardziej przypomina Elvisa czy innego ze starych rockmenów, niż chłopaka z sąsiedztwa. To samo stało się z muzyką Arctic Monkeys.

Album został wyprodukowany przez Jamesa Forda, producenta grupy i współtwórcę między innymi sukcesu Florence and the Machine. Jest to pewnego rodzaju hołd dla amerykańskiej sceny lat 60. i 70. Proste, trochę staroświeckie gitarowe brzmienie i teksty, które naprawdę potrafią poruszyć. Alex Turner już dawno udowodnił, że nie tylko wokalistą, ale i tekściarzem jest całkiem niezłym. Na tej płycie swoim głosem intryguje i tworzy nastrój, który genialnie wpasowuje się w nocny klimat, niezależnie od tego jak i z kim mamy w planach ów wieczór spędzić.

„AM” może wydawać się oszczędne, jednak to właśnie jest magia tego albumu. Wszystko jest dopracowane w najmniejszym szczególe, ma swój początek i koniec, nie pojawia się żaden zbędny dźwięk. Po przesłuchaniu pierwszy raz nie mogłam wyjść z podziwu, w głowie kłębiło się mnóstwo myśl i wrażeń, którymi można by obdarować jeszcze nie jedną płytę. Delikatne ballady przeplatają się tutaj z mocniejszymi gitarowymi riffami. Gdy zespół wypuścił do obiegu dwa promujące single – „Do I Wanna Know?” i „R U Mine?” – można było założyć, że to najlepsze, co Arctic Monkeys miało do zaoferowania. Nic bardziej mylnego.

Nie sądziłam, że w moje ręce trafi kiedykolwiek taki album. Prawie półtora roku od dnia premiery nie przestaję go słuchać i od pierwszego do ostatniego dźwięku nie opuszczają mnie wszelakie emocje, nie tylko te dobre. Turner opanował sztukę mówienia o uczuciach w sposób trafny i prawdziwy, daleki jednak od banału. Momentów, przy których serce zaczyna bić mocniej, a kolana się uginają, jest mnóstwo. Która dziewczyna nie chciałaby usłyszeć „Arabelli” ze specjalną dedykacją? Wokalista Małpek w kwestii pisania miał bardzo dobre wzorce. Finałowe „I Wanna Be Yours” wykorzystuje wiersz Johna Coopera, brytyjskiej gwiazdy performence poetry (znane w Polsce określa się to także mianem poety-performera, najbardziej kojarzone z tak zwanymi slamam poetyckimi), określanego mianem „punk poet”, którym Alex był zafascynowany w młodości.

Najgorsze w tym wszystkim jest zakończenie. Po żywotnym „Knee Socks”, kojarzącym się trochę z klimatem lat 80., nadchodzi wspomniane już „I Wanna Be Yours” i dociera do Ciebie, że to już koniec. Pozostaje jedynie odszukać „replay” na odtwarzaczu, gdyż grzechem byłoby przesłuchać „AM” tylko raz.

Tytuł: „AM”
Autor: Arctic Monkeys
Data premiery: 9 września 2013
Gatunek: indie rock, Garage rock
Ocena: 10/10
Advertisements

8 myśli na temat “"AM" – Arctic Monkeys

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s