Tytuł: „Gra o Tron” sezon 4
Tytuł oryginału: „Game of Thrones”
Na podstawie: „Pieśń Lodu i Ognia” – George R.R. Marin
Stacja: HBO 
Emisja: 6 kwietnia – 15 czerwca 2014 
Ocena: 8/10

Kto nie słyszał o tym serialu – ręka do góry. Nikt? Tak myślałam. Bo jak nie znać czegoś, o czy informacje zalewają nas z każdej możliwej strony. Nawet jak ktoś nie ogląda i tak wie, o co chodzi. Ale mam dobrą wiadomość dla wszystkich nie-fanów GoT – właśnie zakończył się czwarty sezon i macie spokój na najbliższe 12 miesięcy! Jednak zanim do końca pożegnamy się na jakiś czas z tą produkcją – mała recenzja, ból dupy i ogólne przemyślenia na temat ostatnich 10 odcinków. Zapraszam 🙂

Ostatnie 10 tygodni były dla fanów „Game of Thrones” tygodniami ważnymi, jak nie najważniejszymi w roku. Czwarty sezon – zapowiadany pod hasłem Valar Morghulis, czyli Wszyscy muszą umrzeć – przyniósł łzy, złość i liczne stany depresyjne. Dlaczego? No bo jak nie płakać, jak umiera jeden z ulubionych bohaterów. A jak umiera ich kilku? W prawdzie śmierć króla-tyrana Joffrey’a, zwanego też małym popieprzonym skurwielem, ucieszyła wszystkich, ale był to chyba jeden z nielicznych szczęśliwych momentów. Pojawia się też kilka, które będą miały ogromny wpływ na dalszy plot. Choćby sąd Tyriona, później samosąd na Tywinie i Shei oraz ucieczka do… a tego Wam nie zdradzę! Tak, sprawy Królewskiej Przystani były bardzo ważnym punktem niemalże każdego odcinka. Ale zanim dokładniej o fabule, wczujcie się w klimat i obejrzyjcie jeden z trailerów 🙂
Tak, w Westeros się dzieje. Ale nie tylko tam. Bo i na murze/za murem jak i w Meereen nie ma chwili wytchnienia. 
Momenty, które najbardziej utkwiły w pamięci i/lub zaszokowały mimo czytania spoilerów.
Pierwsze co mi przychodzi na myśl to odcinek 8 – „The Mountain and The Viper” – czyli walka księcia Oberyna z Górą. Oczywiście o tej scenie było głośno na tydzień przed emisją i prawie wszyscy jak jeden mąż modlili się do bogów starych i nowych by Oberyn przeżył. Jednak świat, który wykreował Martin rządzi się prawami całkowicie odmiennymi od tych w standardowej fantastyce. Taki ruch autora był generalnie do przewidzenia. Mówiąc kolokwialnie Oberyn był zbyt yolo i musiał trochę po dramatyzować, co skończyło się… jak się skończyło. Scena była obrzydliwa i okrutna. Jakby dodać jeszcze cycki, dostałaby miano „Gra o Tron w pigułce”. 
Cofnijmy się teraz początku, odcinek drugi – „The Lion and the Rose”. Główny motywem był ślub Joffrey’a z Margaery Tyrell. Biedna dziewczyna już drugi raz została wdową… Scena ślubu i wesela zrobiona została z wielkim rozmachem i wszystko dopracowane niemal w stu procentach. I to piękne zakończenie 🙂
I znowu skaczemy, tym razem do odcinak dziewiątego – „The Watchers on the Wall” – całkowicie poświęcony wronom i bitwie z ludem zza muru. Podchodziłam niechętnie do tego odcinka, gdyż zwykle sceny z Lordem Snow są niemrawe i nudne. Jednak był to kolejny odcinek, na który zapewne poszły miliony. Niektóre zdjęcia aż oddech odbierały. Wow! Szok! I płacz i zgrzytanie zębów też. Znowu ktoś ginie. I to nie byle kto, ale ukochana Jona Snowa – Ygritte. Autorzy grają na emocjach czytelników jak nigdy. Umiera w objęciach ukochanego mówiąc słynne „You know nothing, Jon Snow”. Pomijając ten wątek utraconej miłości, jest to genialny przykład sceny batalistycznej. Nic dodać nic ująć. 
Warto wspomnieć o finale sezonu. „The Children”, bo taki tytuł nosi epizod dziesiąty, zamyka wiele wątków i zapowiada przyszłoroczny sezon. Zakończenie ładne, subtelne i tak dalej, ale kompletnie nie tego się spodziewałam. Cały sezon czekania na Lady Stoneheart i co? I, za przeproszeniem, gówno. Byłam ciekawa charakteryzacji i sceny wskrzeszenia Catelyn Tully. Niby ożyła trzy dni po krwawych godach [kurde, jak Jezus], a tu nic. Cicho jak makiem zasiał i zero jakiegokolwiek słowa na ten temat. A może chcą to zrobić motywem przewodnim piątego sezonu? Kto wie co im tam do łba wpadnie 😉
Sezon dla ludzi o mocnych nerwach i umiejących kontrolować złość. Zachęcam wszystkich, którzy z jakiś niezrozumiałych powodu jeszcze nie zaczęli oglądać GoT, by to jak najszybciej zmienili. Macie do nadrobienia tylko 40 godzin 😉 W dwa dni się uwiniecie. W końcu po co spać, jak można oglądać? 

„Valar Dohaeris”

Advertisements

4 myśli na temat “Valar Morghulis czyli czwarty sezon "Gry o Tron"

  1. Jezu tak! 😀 moja przeglądarka przestała strajkować 😀 (wszystko w mailu/lach jest wyjaśnione XD) i również o serialu sporo słyszałam, ale niestety nie mam HBO i nie moge na bierząco śledzić serialu, a podobno jest świetny ;-; szkoda, bo lubie takie klimaty :/ ale wakacje zbliżają sie wielkimi krokami i pewnie w internecie są wszystkie sezony 😀 więc pewnie nie będe sie nudzić XD
    No nic XDD będe czekać na nowy post 😀 ah i gdyby jakimś cudem nie dotarły maile to informuje przy okazji, że u mnie rozdział z WIEEELKIM KATAAAKLIZMEM XD

    Lubię to

  2. Wprawdzie książki jeszcze przede mną (chyba jestem przekorny i nie czytam tego co wszyscy w danym momencie), to serial ma coś w sobie. Doskonałe podsumowanie. Ja jeszcze przyzwyczajony do wcześniejszych odcinków złapałem się, że w 4×09 zacząłem się zastanawiać „Kiedy przeskoczymy do Królewskiej Przystani?”:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s